Bloog Wirtualna Polska
Jest 921 265 bloogów | losowy bloog | poleć tego blooga | inne bloogi | zaloguj się | załóż blooga
Kanał ATOM Kanał RSS

Zdjęcia w galeriach.


Moje dzisiaj.

czwartek, 22 grudnia 2011 17:24

Buntuję się. Decyduję. Zmieniam. Odnajduję siebie. Idę. Działam. Budzę się. Doświadczam. Podnoszę się. Marzę. Zwyciężam. Odkrywam. Wymagam. Myślę. Wierzę. Krzepnę. Rozwijam się. Pytam. Jestem.
Witam. Długo nic nie pisałam, bo... Chyba nie miałam na to ochoty. To akurat jest mało ważne. Ważne jest to, dlaczego napisałam tu teraz.

Dzisiaj w szkole odbyła się moja wigilia klasowa. Wszyscy życzyli mi dużo zdrowia i szczęścia. Właśnie..szcześcia. "Wesołych świąt!". Żenujące. Od ponad tygodnia obserwuje umierającego Dziadka, jednak dziś w klasie z uśmiechem na buzi odpowiadałam "Ależ dziękuje. Wzajemnie..!" W połowie lekcji pobiegłam do szpitala, żeby zobaczyć go może ostatni raz. Po drodze mama przez telefon oznajmiła mi "Jedziemy po garnitur dla Dziadka." To już? Przecież on żyje.. Może wydobrzeje. Ma już wszystko gotowe na pogrzeb?! A święta..? Przecież nie może umrzeć w święta..

Nie wiem od ilu godzin jestem już w domu, ile spałam, a ile przepłakałam. Od płaczu ratuje mnie bezsensownie wpatrywanie się w jakąś rzecz. I myślenie o totalnej pustce. Gdy tylko mrugne oczami i pomyśle o czymkolwiek innym- płacze..

Może jestem zbyt wrażliwa. Może zbyt sentymentalna, zbyt gwałtowna, zbyt skłonna do hiperbolizacji. Może czasem jestem zła i głupia. Możliwe.

Możliwe, że jeszcze wyzdrowiejesz. Zobaczysz..
Wszystko będzie dobrze, Dziadku.  

PS. Gdybym miała zapomnieć-dziękuje za wszystkie róże na Dzień Kobiet, które od Ciebie dostałam i które napewno jeszcze mi dasz..



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

W krainie nigdzie-nigdzie zaplątana sama w sobie.

wtorek, 19 lipca 2011 18:58

Wakacje mijają, a ja wciąż mam obawy, że przelecą mi przez palce jak woda. Staram się coś robić, nie siedzieć bezczynnie, ale szczerze mówiąc, nie wychodzi mi to najlepiej. Chyba jeszcze nie odpoczęłam na tyle, żeby zacząć robić więcej niż nic.

Sercątko..żyje. Czy ma się dobrze? Sama nie wiem. Ale w ciągu ostatnich kilku dni buzia uśmiechnęła się wiele razy. Myślę, że jest dobrze. A napewno lepiej niż było. Nie zawsze udaje mi się przespać całą noc i zasnąć z suchą poduszką.

Czy lubie być smutna? Nie, raczej nie. Chyba nie panuje nad tym. Moje nastroje są na tyle niekontrolowane, że czasem sama siebie pytam, dlaczego taka jestem-smutna, zła, rozczarowana. Chciałabym czerpać jak najwięcej z tego, co mam, a tym czasem często łapie się na tym, że wciąż oczekuje czegoś więcej. Nie umiem nic doceniac.

Sama dziwie się sobie, że potrafie aż tak bardzo narzekać. To straszne.

 

Gdybym miała 24h tylko dla siebie i mogłabym wtedy robić co tylko zechce, co bym zrobiła? Gdzie bym pojechała? Z kim chciałabym się spotkać? A wreszcie-kto znalazłby dla mnie czas? Byłabym sama?

Obawiam się, że ten dzień nie różniłby się niczym od teraźniejszych dni. Co nie oznacza, że te teraźniejsze są moimi wymarzonymi.

Chciałabym iść na łąke, rozłożyć wielki, kolorowy koc na jasnozielonej trawie, położyć się, poczuć miekkość pod plecami i zapach kwiatów w powietrzu. Oddychać głęboko i nie martwić się, że słońce niedługo zajdzie.. Sama..? Nie, oczywiście, że nie sama. Ale zastanawiam się, czy to już nie zalicza się do surrealistycznych wyobraźni. Moja łąka chyba zarasta chwastem. A i słońce tak szybko zachodzi. Nawet nie za horyzont, ale za gradowe chmury. I nikogo ze mną nie ma. Oto rzeczywistość..

 ***

Kilka słów... powiedzianych przez telefon włożonych w kopertę wysłanych na adres kogoś kto samotność zna bardzo dokładnie na każdej drodze potyka się o nią czasami wystarczy kilka chwil skradzionych ciepło czyjejś dłoni pochwycone w biegu czyjś uśmiech znany wyłowiony w tłumie który wracał będzie nocą bezsenną kiedy gwiazdy płaczą do szczęścia trzeba tak bardzo niewiele wystarczy że będziesz na odległość ręki na głębokość wzroku na słyszalność serca wystarczy że słowa wyrosną jak mosty chyba najtrudniej spełnić marzenia te najbardziej proste.



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Nieznośna lekkość bytu.

sobota, 02 lipca 2011 19:40

Trzy miesiące odpoczynku? Raczej nie.. Męczarnia już za mną. Ale z każdą sekundą mam wrażenie, że dopiero przede mną. Nadmiar wolnego, niezaplanowanego czasu doprowadza mnie do szału, a brak umiejętności organizacji daje się we znaki. Jestem bezradna wobec mojego kalendarza.

Zdałam. Jestem już w drugiej klasie i jestem z tego dumna. Jeśli pozostałe dwa lata będą równie nieznośnie to może jakoś zniose to piekło-w końcu przeżyłam ten rok. Ale z roku na rok jest coraz gorzej. Boje się.

Przeraża mnie fakt, że nadejdzie dzień, w którym zostane całkiem sama. Że nie będe miała komu o czymkolwiek powiedzieć, albo pokłocić się-bo to chyba wychodzi mi ostatnio najlepiej. Nie umiem się opanowac, gdy mi coś nie wychodzi, wybucham złością, później płacze, a na końcu mam już wszystkiego dość. Zrezygnowana późnym wieczorem próbuje porozmawiać z kimś normalnie i opanowac sytuacje. Zasypiam, mając pod głową poduszke mokrą od łez. I tak spędzam większość wakacyjnych wieczorów. Rano nie chce mi sie wstać z łóżka, a popołudniami oglądam smutne filmy. Nie wiem co napisać, by choć troche osłodzić tą rzeczywistość. Nawet tutaj nie potrafie skłamać, że mam sie dobrze i ciesze sie z wakacji.

Przeczytałam ostatnio bardzo fajną książke. I to chyba jest rzecz, o której ostatnio często myśle. Jeśli w ogóle myśle, to staram się, żeby w myślach była tylko ta książka. Wierze, że jest o moim życiu. Coś mi to podpowiada...

Czego mi potrzeba, by w końcu osiągnąc szczęście? Do czego ja chce dojść? Co chce zdobyć? Czego mi brakuje? Kto mi to da? Gdzie to znajde? Zapukałam do niewłaściwych drzwi? Życie jest gdzie indziej.  A uczucia? Nie mam uczuć. Bo tak łatwiej-Twoja szkoła..

MIŁOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!

 

 

***

Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.

Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomna - nie płacze.

Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...

***

 



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Jest w świecie serce, w którym żyję?

sobota, 26 marca 2011 12:16

Miłość jest utopią. Mrzonką zaszufladkowaną w naszej podświadomości. Obezwładnia nasz rozum i pozwala robić niepojęte głupoty. Zahipnotyzowani mimo wszystko chcemy ją urzeczywistnić. Zasłania nam oczy, wyłącza nasz słuch i myśli. Jedynie uczucia mają maksymalne natężenie. Na krótką chwile przenosimy się do idealnego świata. Świata bez pytań i jakichkolwiek wątpliwości. Później powoli uwalnia się rozum. Oczy widzą wiecej niż szczęśliwe życie. Uszy słyszą więcej niż serdeczne słowa. A my nawzajem wyjmujemy swoje serca i kroimy na miliony małych serc-bez czucia i bólu. Zeby nam nie zarzucono, że bez serca żyjemy. Żeby nie było, że bezduszni jesteśmy. A my już w pełni słuchu i rozumu dochodziliśmy do wniosku, że co kiedyś naszym światem było-nie istnieje. I wątpimy już we wszystko-w uczucia utopijne i w 'marzeniowe' myśli.. Niegdyś czułe słowka wtykane w koperty w zwykłe słowa się zmieniły, przez telefon powiedziane. Udajemy, czy naprawde do szczęścia nie trzeba nic prócz tego? Dzisiaj tylko jesteśmy, czy może coś więcej? Dzisiaj tylko się znamy, czy może coś jeszcze? Czasem tylko żal, że zawierzliśmy za bardzo. Poświęciliśmy się jednemu. A przecież miłość jest utopią. Niespełniającym się marzeniem.

************

Że Ty nie dla mnie jesteś ani ja dla Ciebie, że nie możemy rankiem gadać trzy po trzy, że wspólnej gwiazdy próżno szukać nam na niebie , że między ludźmi nie powiemy sobie"TY" że nie pójdziemy , tak zwyczajnie , gdzieś tam w goście , że nic, co nasze, nie jest nasze - nawet my - dlatego nie pisz mi , dlatego nie pisz mi - O miłości!



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tam serce umiera..

niedziela, 16 stycznia 2011 16:40

Nie skasowałam tych kilku liczb w telefonie.

Nie wurzuciłam róży, która gości już w wazonie kilka miesięcy, może nawet rok. Już nie wiem..

Nie wyrwałam kartek z zeszytu, zapisanych ciemnym tuszem, wspomnieniami i kroplami łez, które płynęły po policzku i skończyły wędrówke na kratkowanym, byałym świecie.

Nie przestałam myśleć, cieszyć się i żałować wszystkiego-na zmiane.

Nie spaliłam żadnego z listów, nie usunęłam żadnego z maili, nie zapomniałam żadnego spotkania.

Nie przestałam pisać, tęsknić i martwić się o Niego.

Nie przestałam marzyć o gwiazdce z nieba.

Nie przestałam zachwycać się skórką mandarynki, która została w jednym kawałku i patrzyła jak zjadam to, co chowała tak do tej pory.

Nie usunęłam zdjęć, pomimo, że nie ma mnie na nich. Nie przestałam na nie patrzeć. Nie przestałam odtwarzać Jego obrazu w mojej głowie.

Nie zapomniałam o Jego zapachu i zielonych oczach.

Nie zaznałam spokoju, którego wcześniej się spodziewałam.

Nie poczułam żadnego ukojenia, żadnej zmiany. Nie poczułam się lepiej.

Wszystko jest tak jak kiedyś. Tak jak wczoraj. Tak jak miesiąc, a może nawet rok temu. Wszystko dzieje się gdzieś obok. Codziennie próbuje wykonać chociaż jedną z czynności, które wymieniłam. Codziennie próbuje zapomnieć, zacząć od nowa, poczuć się lepiej.

Ale wszystko dzieje się zwyczajnie. Czasem tylko zjadam przeterminowany budyń, bo zapominam, że to już 2011. Czasem tylko zatrzymuje się na chwile, żeby sprawdzić, która jest godzina, bo słońce wcale nie ułatwia sprawy. Czuje jakby minęło już z tysiąc lat. A minęlo kilkanaście dni. Ja wciąż żyje. Chciałam zatrzymać czas na wiecznośc, a mogłam dać tylko chwile. Tylko jedną ulotną chwile..

 

 

 

Jestem Julią

mam lat 23

dotknęłam kiedyś miłości

miała smak gorzki

jak filiżanka ciemnej kawy

wzmogła

rytm serca

rozdrażniła

mój żywy organizm

rozkołysała zmysły

 

odeszła

 

Jestem Julią

na wysokim balkonie

zawisła

krzyczę wróć

wołam wróć

plamię

przygryzione wargi

barwą krwi

 

nie wróciła

 

Jestem Julią

mam lat tysiąc

żyję

 




Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Freedom of choice?

wtorek, 28 grudnia 2010 12:15

Ide. Jest grudzień. Najzimniejszy dzień świata. A ja zmierzam gdzieś pełna ciepła, które wkrótce ze mnie uleci, jak miłość dzisiejszego ranka. Oddycham i czuje jak tlen kaleczy moje płuca. To nie tego potrzebowałam do życia przez ostatnie 878 dni. Ide ścieżką, którą przysypał śnieg. Pod spodem jest lód, który kruszy się z każdym krokiem coraz bardziej. Strach przepełnia mnie od stóp aż do głowy, ale ide dalej, malując na twarzy udawany uśmiech. Mijam budynek, rynna zdaje się grać marsz pogrzebowy, a ja wciąż nuce, że 'ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy', udając przy tym, że szczerze w to wierze. Zdarzenia przeszłe są dla mnie jak zeszłoroczny śnieg. Przeminęły i nie wrócą. Zaczyna padać coraz mocniej. Zakładam na głowę kaptur, ale moje włosy już zdążyły napełnić się wodą. Teraz są ciężkie i bez zapachu. Takie jak cała ja. Teraz jestem niczyja. Ide i czuje na sobie złośliwy wzrok innych. Wszyscy wyglądają przez okna i biją w szyby, tak jakby chcieli zaraz je wybić. 'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy'.. Skręcam w wąską uliczke. Nie ma tam ludzi i chwilowo czuje się bezpieczna. Ta chwila trwa krótko. Ide dalej. Z gęstej mgły wyłania się człowiek i kroczy w moją stronę. Ma długi płaszcz i z dala czuć od niego smutek. Parasol trzyma w dłoni. A jego marzenia wysypują się z kieszeni. Zbliżamy się coraz bardziej do miejsca, w którym delikatnie zahacze o jego płaszcz, poczuje go lepiej i minę, jak gdyby nigdy nic. Jest już wystarczająco blisko. Widze zamarznięte łzy na jego policzkach. I widze pustkę w zielonych oczach, które teraz przybrały barwy szarości. Przez ułamek sekundy patrzymy sobie w oczy. Mijamy się, ja gwałtownie odwracam jeszcze głowę w jego strone. On przystaje na moment. Podnosi z ziemi kawałek mojego serca i ukradkiem spogląda na mnie ostatni raz. Odwracamy się i idziemy, każdy w swoją stronę. Zaczyna padać coraz mocniej. Powietrze jest całe białe. Przestaje cokolwiek widzieć. Przez chwile słysze jedynie bicie własnego serca. Wchodze na ulice. Mimo tragicznej pogody jest straszny ruch. Samochód podąża w moją stronę. Droga jest śliska jak nigdy. Widze z oddali światła przebijające się przez gęstą mgłę. Stoje i czekam. Samochód jedzie dość szybko. Kierowca wciąż mnie nie widzi, pomimo, że moja spódnica lekko faluje i przez padający śnieg jest jeszcze czarniejsza niż zwykle. Czekam. Samochód jest już kilkanaście metrów ode mnie. Nie zauważył mnie jeszcze. Słysze krzyki obcych ludzi, wołających do mnie, tak, jakbym miała ich posłuchać i zrobić to, co mi karzą. Czekam. Już tylko kilka metrów dzieli mnie od szczęścia. Już tylko kilka metrów dzieli mnie od wiosny. 'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy'.. Nagle śnieg przestał padać. Ja otworzyłam oczy. Widze Jego, jak oddaje mi serce. Już po wszystkim. Już jestem wolna.. Wolna z wyboru.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Serce pęka w całkowitej ciszy.

sobota, 13 listopada 2010 21:26

Co dobrego jest w jesieni? To, że gdy zamyślenie obecne jest ponad wszystko, można zgonić to na rozpraszającą wędrówke liści. Gdy w złości nie zapnie się płaszcza, zrzucić można wszystko na wiejący wiatr, który niewiedzieć jak i kiedy przemyka wśród guzików, niszcząc nasze serca. Gdy na policzkach pozostanie reszta smutku i rozmazany tusz, można rzec, że to przez deszcz, który pada kiedy tylko
zapragnie przesiąkając nas aż do środka. Jeśli widać strach w oczach, niepozornie wyjaścić można to niespodziewaną burzą, napełniającą przerażeniem. Gdy już kompletnie nie chce się iść dalej, usiąść można na ławce i tłumaczyć sobie, że to przez ten chłód, który zabija siłe i wiare. W dołujący, ponury wieczór można spotkać się z 'przyjaciółmi', poudawać, że jest lato i trzeba nam uśmiechu na ustach. Po to by po kilku godzinach wyjść na zewnątrz, wyciągnąc chusteczkę do nosa i uświadomić sobie, że jednak jest listopad. Spojrzeć można w niebo i porozmawiać z gwiazdami. Stracić równowagę podczas powrotu do domu. Nagle zamknąć oczy przez oślepiające światło samochodu. Dotknąć znaku i poczuć zapach wczorajszego dnia. W połowie podróży zatrzymać się po to tylko, by posłuchać jak słońce krzyczy zza chmur i próbuje przebijać je na wskroś. Otworzyć można oczy jesienią. Tak..otworzyć, gdy jeszcze ciemność wpada przez okno, po to, by spędzić dzień w murach, a później zasnąć późnym wieczorem.
Można kłócić się o istnienie miłości, obserwować nudnych polityków w tv, czytać śmieszne akrtykuły w gazetach i oglądać pozowane zdjęcia znajomych-to wszystko za sprawą listopadowej nudy, wbijającej się ze wszystkich możliwych stron do świadomości.

Jesień ma zapach niespełnionych marzeń, powietrze przepełnia wilgoć łez, echo awantur odbija się od oszpeconych drzew, a Słońce probuje wszystko ratować, swoimi krótkimi promieniami. Dawne uczucia przemijają. Jesienią pozostaje tylko pustka, notowana na tysiącach stron. I nie słychać jak pęka. Bo pęka tak cichutko. Nasze serce..



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Dla Ciebie.

sobota, 09 października 2010 21:50
Kto pomoże jak odejdziesz?

Ponad dwa lata temu wszystko się zaczęło. Zaczęło się przy ogniu i przez dłuższy czas w ogniu trwało. Pożar. Pożar serc. Krzyki kłótni i pretensje sumienia nie zgasiły ognia, chociaż było blisko. Wiele razy. Drewno, chociaż wilgotne, nadawało się do miłości, a my korzystaliśmy z tego jak tylko się dało. Aż spadł deszcz. Chyba wtedy po raz pierwszy woda pokazała jak może być groźna. We wrześniu zeszłego roku lało, a nasze ognisko paliło się coraz to mniejszym ogniem. 7 lutego była powódz, chyba wtedy wszystko zgasło,a nam wydawało się, że świetliki są iskrami płynącymi z ogniska.
Ogniska już nie było. A my wierzyliśmy wciąż jeszcze, że coś da się uratować. Dmuchaliśmy ile sił w płucach, aż w końcu zabrakło powietrza. Dorzucaliśmy drewna, które od dawna nasiąkało wilgocią i nie dawało już ognia.Nie było już ciepło. Nie było już jasno. Pojawiło się coraz więcej pytań, na które trudno było odpowiadać. Wątpliwości zapanowały nad naszym sercem. Skoro prawdziwe ognisko nie było zdatne do istnienia postanowiliśmy zapalić zimne ognie. Tak, dały światło i ciepło. Ale tylko na chwile. Wypalały się przez te kilka sekund, a my łapaliśmy jego piękna tyle na ile było to możliwe. I gdy już przyszło tak wiele nadziei na rozpalenie nowego, prawdziwego ogniska, kilka sekund minęło, zimne ognie zgasły, znów zrobiło się ciemno i chłodno, a z nieba spadł deszcz mocząc drewno i drwiąc z naszej beznadziejnej wiary.
Teraz już przestaliśmy myśleć o ognisku. Szukaliśmy jedynie schoronienia przed deszczem. Nie zauważyliśmy jak nasze serca przesiąknął chłód.Było za późno na cokolwiek. Ocean. Ocean powstał między nami, a brzegi były na tyle daleko, że nasz niemy krzyk stał się bezwartościowy. Dlatego milczenie serca na dobre zgasiło pożar jaki trwał i grzał nas od środka.Teraz woda zapanowała nad nami. Strach i bezsilność nad rozumem, a zwątpienie i rozpacz nad duszą. W jednej chwili wszystkie parasole schowały się do kryjówek, a nam przyszło stać na deszczu i patrzeć jak ocean robi się coraz większy.
I tak dotrwaliśmy do teraz. Wyspa, na której stoje powoli tonie. Ja jak na razie duszę w sobie smutek, mokne co najwyżej na policzkach, ale tylko wieczorami, gdy oczy już nie wytrzymują nadmiaru łez. Ty.. Ty nie wiem. Od dawna Cie już nie widze. Rozglądam się, ale ocean opanował wszystko dookoła. Próbuje usłyszeć, ale szum fal jest już zbyt głośny. Za dużo zadziało się już między nami. Zimne ognie szlag trafił. A drewna już nawet nie widać. Teraz gdy jesteśmy osobno na wyspach jeszcze myśl o ognisku ogarnia nasze umysły. Tylko brak szans i nadziei na cokolwiek wciąż daje o sobie znać. Za każdym razem gdy otwieramy oczy. Za każdym razem, gdy widzimy ocean. Za każdym razem gdy próbujemy zrozumieć, że to już koniec. Że to już minęło.. I może pojawia się od czasu do czasu jakiś promyk słońca. Może pojawia się choć odrobina nadziei. Wraca pytanie czy napewno warto trwać na swojej wyspie. Wracają pretensje, że nie podjęło się próby dopłynięcia do Ciebie. Dwa lata myślałam sercem, teraz pora włączyć rozum. Rozum, który mówi, że nie warto ryzykować.
Przeczekam ten deszcz. W końcu przestanie padać. Poczekam do dnia, aż obudze się a wokól mnie będzie suchy ląd. Wiem, że z drewna już nic nie zostanie. Nie będzie już ogniska, nie będzie tego ciepła, które napędzało mnie do życia. Nie będzie światła, które pozwalało trwać w normalności przez te dwa lata. A twoja wyspa zniknie mi z oczu. Będe chciała jej szukać, ale zrozumiem, że już nigdy nie znajde. A wtedy postaram się zacząć od nowa. Pozbieram resztki siebie, przypomne sobie mój świat sprzed dwóch lat i przyzwyczaje się do samotnych wieczorów. Pozbęde się wszystkiego, co mogłoby mi przypominać ten dawny ogień. Przyzwyczaje się do chłodu, a smutek z czasem zamienie w obojętność. Rutyna zajmie moj rozum, a serce będe leczyć wspomnieniami. Później pójde na spacer, tam gdzie wszystko się zaczęło, zobacze cegły jakie otaczały ognisko, zobacze stawy jakie zostały po oceanie, zobacze swoje odbicie i zobacze Ciebie. Wtedy nie będe musiała zasypiać by śnić. Zobacze Ciebie. Jak idziesz. Ale już nie w moją stronę.

Podarowałeś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś, o istnieniu czego nawet nie wiedziałam. Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego życia. Zawsze.
Krucha

Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

Na nic to.

sobota, 02 października 2010 12:20

Na długo zamilkłam ale jestem z powrotem. Jednak żyje i staram się funkcjonować w miare normalnie, co nawet moge zaliczyć do rzeczy udanych. Aktualnie cierpie na ciągły brak czasu, pewnie stąd te trzydzieści pare dni bez znaku życia na tym blogu. Oczywiście z mojej strony.
Na codzień jest normalnie. Pojęcie mojej normalności moze nie być znane przez wszystkich, więc załóżmy, że to 'normalnie' jest normalnością ogólnie występującą u ludzi- śmieje się, nie płacze. I może mam jakieś małe nadzieje. Wieczorami jestem zbyt zajęta czynnościami związanymi ze szkołą, tj. nauka, lekcje, więc również jest normalnie. Tylko czasem wybucham płaczem. I już tylko czasem kończą mi się chusteczki..
W nowym budynku, który wprawdzie już nie jest taki nowy, a w którym spędzam większość mojego dnia nie jest tak źle.. Ale to tymczasowe. Takie mam wrażenie.
Iskierka miłości już wygasła. U mnie może nie. U Niego na pewno. Sama nie wiem, czego bardziej chce-spokoju, czy tego co było. Trudno mi wyrzucić dwa lata do kosza, więc może popragne sobie jeszcze tamtych pięknych chwil. Może kosz na smieci sam wciągnie to, co powinno się tam znajdować. Troche naiwny punkt myślenia, ale na nic więcej mnie nie stać. Nie potrafie zakończyć czegoś, co trwa w agonii już długi czas i przynosi tylko niepewność i smutek. Taka prawda.


                   ****
Zostaniesz dla niej kawałkiem nieba
Fragmentem wspomnień nieuczesanych
Ważnym lecz przebrzmiałym jak
Ostatnie w grze rozdanie kart
Ona nie Twoja! Na nic to czekanie!



Chciałabym tak. Tak po prostu.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Z rejestru strasznych snów.

sobota, 28 sierpnia 2010 13:03
Czas wolności i zabawy powoli mija, co oczywiście mnie przeraża. Pewnie nie tylko mnie. Ide do nowej szkoły, do ludzi, z którymi raczej nie będe się dogadywała, do kobiety, która będzie moją wychowawczynią , i o której płyną dośc niesprzyjające plotki. Ogolnie rzecz ujmując-jest źle. Albo chyba dopiero będzie. Będzie. Niewątpliwie przykro mi z tego powodu. Tak na prawde to jestem załamana, nie wiem jak to się ułoży i gadki w stylu "będzie dobrze, zobaczysz." mnie nie pocieszają. Chciałabym szybko przebiec przez te trzy lata, najlepiej z jak najmniejszym bagażem jakichkolwiek wspomnień i spokojnie przespacerować się dalej do obcego świata.
Co do wakacji.. Nie dzialo się nic godnego uwagi. Poza domem byłam 4 dni-pojechałam w góry z rodzicami. Reszte czasu, a więc 65 dni budziłam się i zasypiałam w swoim łóżku, myłam zęby przed własnym lustrem i piłam herbate ze swojego kubka- to bardzo smutna opcja na wakacje. 
Niezauważalne przez większość, a jedynie przez jednostki, zmiany mojego nastroju wykańczają mnie samą. Mam dość siebie i swojej psychiki. Nie moge spać, nie moge płakać (albo zwyczajnie się powstrzymuje)-tylko się złoszcze. Nie wiem co jest grane, nie mniej jednak nie podoba mi się ten stan i nie wiem co z nim zrobić. Wszystko jest na nie, wszystko się rozsypuje. Nic nie jest poukładane i ostatnio prześladuje mnie myśl, że już nigdy nie będzie.
Chciałabym zasnąć i się już nie obudzić. I nie śnić. Koniecznie nie śnić. Nie słuchać wołania o pomoc. Tego ze środka. Tego od serca.

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Łodygi traw są zielone aż do przejrzystości. Kiedy się przez nie patrzy widać jak kruche jest lato.

środa, 21 lipca 2010 12:47
Kruche jest lato. I nie tylko. Gdy się widzi jaką siłe ma wiatr, aż serce się kurczy, zdajac sobie sprawe jak bezsilne jest na tym świecie. Lato to dobry czas na zakończenia i początki? To dobry czas na samotność? Jeśli nie, to czy warto trwać w męczącej agonii aż do jesieni? Czy kolorowe liście przykryją szarość smutku? A może pory roku nie mają z tym nic wspólnego.. Gdy słysze, że wiosna to czas na zakochania, sama wątpie w związek tego okresu z miłością. Nigdy nie zakochałam się wiosną. Właściwie to nie wiem kiedy się zakochałam. Nie wiem czy wogole się zakochałam. A jeśli to wszystko mi się tylko wydawało..? Zbyt długotrwałe przebywanie w jednym pomieszczeniu, sam na sam z czterema ścianami, niemymi meblami i komputerem z którego od czasu do czasu wydobywa się muzyka, nie sprzyja pozytywnemu myśleniu i ogolnemu optymistycznemu nastawieniu. Rodzi się wiele wątpliwości, a wydarzenia, jakie mają ostatnio miejsce doprowadzają mnie do myśli, że wszystko co do tej pory się wydarzyło nie miało najmniejszego sensu, a obecnie trwam w pustce, którą niedługo będe musiała przerwać, lecz na razie nie mam na to sił. Albo może jeszcze resztkami nadziei wypełniam myśl, że wszystko się ułoży, że wszystko będzie dobrze.. Szybko otwieram oczy i znów myśle o zakończeniach i początkach. Czy lato to dobry czas na tak derastyczne posunięcia? Kiedy ta miłość właściwie się skończyła? Tydzień temu? Miesiąc? Pół roku? A może dłużej..? Dlaczego nie zanotowałam tego w notesie? Dałam się temu tak po prostu oddalić, jakby wogóle nie dotyczyło mojego życia? To się dzieje. Właśnie mam wymazać z pamięci ostatnie 2 lata życia, zlikwidować gwiazdke w telefonicznych kontaktach, na wszystkich profilach zaznaczyć okienko "wolna", a na pytania "co u G.?" zimno odpowiadać "Nie wiem.". Te proste czynności wydają mi się trudniejsze od zdobycia najwyższego szczytu świata. Może dlatego, że to wszystko jest osiągnięciem szczytu mojej obojętności, której na razie nie umiem z siebie wydobyć. Aż przychodzi na myśl pytanie, czy było warto, czy niczego nie żałuje..? Nie wiem. Z jednej strony jak można nie żałować tego wszystkiego, co sie wydarzyło. Płaczu i cierpienia na jakie sama siebie skazałam, mając w sobie wiare w lepsze jutro i świadomość zapłaty za prawdziwe uczucie. A z drugiej strony, jak można żałować czegoś, co dawało mi szczęście i powodowało mój uśmiech na twarzy? Jak można żałować tych chwil, które wiele razy rozpamiętywałam, leżąc w łożku i patrząc w sufit? Żal mieć do siebie pretensje o to, że chciało się sprobować szczęścia i brać tyle ile się dało. Ale złość ogarnia ciało i dusze, bo znów uwierzyłam, że tym razem wszystko się uda, znów zaufałam i znów poniosłam klęskę.
Róża wciąż jest w wazonie. W zeszycie dalej są ślady naszej znajomości. Ale zostały już tylko słowa, słowa, słowa.. I wspomnienia, które chce jak najszybciej zabić, bo pożerają mój umysł i doprowadzają go do szału, złości, i w końcu do rozpaczy i płaczu.
Może lato to jednak nie jest dobry czas na zakonczenia? Poczekam. Poczekam do jesieni. Albo nawet to zimy. A na razie wystawie serce na gorąco słońca i poczekam aż wypali się całe. Albo zostawie je w pokoju, niech pokryje je kurz. Byle tylko nie łaziło za mną ciągle i nie przypominało o tym, że kocham beznadziejnie.

***
raz pantofel mnie
dwa razy prawym
od razu lewym
przeze mnie
pantofel się pantofel
trzy razy jeden
wychodzę!
***
Wychodze z siebie na chwilke.


Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Moge odetchnąć pełną pustką..

wtorek, 29 czerwca 2010 22:09

Pustką chyba wszechobecną-bo właśnie taka mnie zalała. Nie wiem czy jedynie w tym i tylko tym momencie, czy wogóle, ale dopiero teraz to zauważyłam. Nie moge narzekać na brak towarzystwa, bo wychodze z ludzmi, gdy tylko mam na to ochote, ale...po prostu jest mi źle. Z samą sobą. Albo właśnie dlatego-bo jestem zdana na siebie. I powoli, cholernie boleśnie, dochodzi do mnie fakt, że mam w sobie poczucie osamotnienia. I zaczynam wierzyć J.L. Wiśniewskiemu, który napisał w którejś ze swoich książek, że ludzie kochają chemią mózgu, a nie sercem. Miłość nie istnieje. Z każdym dniem udowadnia mi to życie. Obojętne smsy tylko pogarszają sprawe. A długie, 'ciężkie' rozmowy tak dobitnie dają mi to do zrozumienia, że później cierpie na bezsenne noce i morką poduszke. A to wcale nie jest fajne. Moje łzy chyba mają wieczne źródło.  
W wieczory takie jak ten nawet pluszowy miś nic nie pomoże.



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Ślepa jestem. Oślepiona majem.

niedziela, 30 maja 2010 21:28
Ile to już miesięcy? Dwa? Trzy? Sama dobrze nie wiem. A że wydaje mi się to mało ważne, to zaprzestane pisaniu na ten temat. Może napisze co się dzieje we mnie i dookoła mojej osoby. Ostatnio gdy tutaj byłam, miałam 15 lat. Teraz mam 16. W moje urodziny niemalże cały dzień płakałam, widziałam się z najważniejszymi (tak mi się przynajmniej wydawało) osobami w moim życiu, patrzyłam jak piją alkohol i składają mi życzenia, ciesząc się z moich urodzin. Cicho wróciłam do domu, wyjęłam paczke chusteczek higienicznych i znów zatopiłam się we własnych łzach. Tak minął mój początek tego co teraz trwa. Początek kolejnego roku mojego dość nieudanego, a już napewno nie docenianego przeze mnie życia.
"Napady" płaczu trwają i doganiają mnie co jakiś czas. Ale upieram się przy zdaniu, że wszystko jest dobrze i nic mi nie jest. Nie psujmy mojej fałszywości, która daje mi spokój. Wszystko jest dobrze.
Szkoła się kończy, co mnie cieszy, ale nadal trwa, co mnie nie tyle smuci, ale daje poczucie pewnej bezsilności i zobojętnienia. Za długo przedłuża się ten trudny rok. Im szybciej chce go zakończyć, tym bardziej przypomina mi jak daleko jeszcze jest do końca. Boje się, że za bardzo przestanie mi na wszystkim zależeć i nie dam sobie z tym później rady. Obojętność nie jest zła, ale nie zawsze jest dobra. Jeśli dotyczy ludzi, daje nam wolność, ale jeśli wybiega poza ten krąg, przysparza chyba jedynie problemów.
Bóg? Pewnie, że isnieje. Chyba nawet siły nie mam się temu sprzeciwiać. Powiem może tyle, że przeżywam mój upadek religijny i wszystko co związane z tym niezwykłym światem jest mi do bólu obce. Bierzmowania nie będzie. Tyle na ten temat.
Co do miłości... Nie przepadam za chemią. Chyba nietrudno to dostrzec patrząc na moje niby-związki. Można było się spodziewać, że i teraz lepiej nie będzie. Ale jeszcze istniejemy. Nie wiem jakim cudem i nie wiem po co, ale telefon wciąż nie zaznaje odpoczynku, a i tęsknota się rodzi, gdy cisza trwa zbyt długo. Trudno byłoby znów zaczynać wszystko od początku, więc może i lepiej się stało, że nie trzeba niczego kończyć. Niech będzie jak jest.
Pseudo-przyjaciele i kochająca familia bez zmian. Huśtawka nastrojowa, wieczory przy tv i częste kłótnie nieprzerwalnie panują i trwać będą. Do wszystkiego można się przyzwyczaić..
Przepraszam za chaos tej notki, ale starając się streścić te kilka miesięcy, zapomniałam o chronologii i jakiejkolwiek stylistyce. A może nawet o błędach? To tylko słowa. Ważne, żeby zobaczyć to co niewidzialne.

Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Jakby dla świata umarła..

niedziela, 07 marca 2010 20:32
Może chce jakoś odreagować? Może uwolnić się od części mnie, która kurzy moją duszę? Może odpocząć od świata i pobyć trochę w tym wirtualnym? Może chce z kimś porozmawiać? A może tylko mieć poczucie, że ktoś mnie wysłucha? Może wszystko na raz?
Żyje tylko w jedynym malutkim skrawku tego świata, patrze na coś niebieskiego, co nazywają niebem, osłaniam się od od słońca, gdy świeci mi prosto w twarz, stąpam po brudzie, jaki tworzy ziemia, oddycham skażonym powietrzem i wmawiam sobie, że daje mi ono poczucie odnowy i świeżości. Codziennie budze się ze złotymi promieniami na twarzy, wyglądam przez okno, pocieszam się, że śnieg już traci swą moc i niedłgo zniknie. (Gdyby tak wystawić swoje serce przez okno i spokojnie patrzeć jak się topi, wiedząc, że za kilka miesięcy znów powróci czyste i nowe. Życie byłoby piękne.) Podnosze swoją głowę i reszte ciała, które wydają się teraz tak ciężkie, że z trudem udaje mi się je unieść ponad rzecz, która w ostatnim czasie jest moim domem. Patrze w lustro, kolejne dwanaście godzin do przeżycia. I w tym wszystkim gubi się człowiek. Gubi się moje własne ja. Spojrzenia, uśmiechy, dobre słowo dla każdego. Spokojnie wysłuchuje pretensji, przytakuje i trwam wciąż, kolekcjonuje to wszystko w sobie, aby niedługo znów wybuchnąć płaczem i zalać się zwątpieniem od stóp do głów. Jestem zepsuta. Już nie funkcjonuje normalnie. Zatrzymałam się, wskazówki już nie chodzą prawidłowo, a całą wartość i porzytek szlak trafił. Ale nawet zepsute zegary dwa razy na dobe pokazują właściwą godzine, więc nie ma się co martwić. Będzie dobrze. Musi być.
Patrze w ekran na migające obrazy, wsłuchuje się w głosy, obserwuje, płacze na końcowych napisach, przez reszte dnia o tym myśle, śnię, zapominam. Próbuję rozwiązać krzyzówkę, po kilku nieudanych próbach włączam muzyke, zanużam się w kocu, biore książke. Uświadamiając sobie, że kolejny raz czytam tą samą stronę, odkładam ją, zamykam oczy i tonę w złych myślach. Już 20. Ide się myć, dokładnie szoruje każdy kawałek ciała, patrze jak woda zmywa ze mnie zło, wycieram się, czuje się brudna, wciąż skażona, niewłaściwa. Niweluje to uczucie. Nakraplam się pachnącym balsamem, w złudzeniu, że znów jestem oczyszczona, ide do łóżka. Nie gasze od razu lampki. Przecież jeszcze wcześnie. Kilka kliknięć o klawiature, słodkie "dobranoc", teraz już moge iść spać. Budze się, czasem płacze, a czasem po prostu się boje znów zasnąc. Ide do kuchni, robie herbate, dolewam soku malinowego, wypijam. Kłade się na łózku, uspokajam, zasypiam. Piętnaście minut przed dzwiękiem budzika otwieram oczy, walcze z własną niechęcią, przyklejam uśmiech, w głowe wpajam fałszywe "będzie dobrze", energicznie wstaje, zamykam serce i znów udaje, że nie czuje.

Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza.



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Terror normalności.

niedziela, 28 lutego 2010 21:16

Nie. Nie zrobie tego i nie napisze, że już wszystko jest ok. Skłamałabym, twierdząc, że smutek minął i znów ciesze się życiem. A sam fakt, że jestem tego świadoma też boli. Wogóle to zastanawiam się, co nie boli, bo jak narazie to czuje, jakby wszyscy ludzie stawiali mnie pod ścianą i wymierzali we mnie tysiącami świeżo naostrzonych strzał, a ja nawet nie mam się jak obronić, bo tarcza, ktróra -nędznie przyznam, ale jednak-ochraniała mnie przed nimi, teraz pękła-niewiadomo jak, niewiadomo gdzie. I gdy tak stoje sobie pod tą ścianą, całkiem bezradna i już chyba obojętna na to co się wokół mnie dzieje, w głowie malują mi się przeróżne obrazy. Czy dobre? Sama nie wiem. Są takie smutne, które mówią o tym, co się zdarzyło i miało się zdarzyć, takie które szkicowałam w snach, tyle że z wieloma pozytywnymi szczegółami, nieistniejącymi w rzeczywistości. A szkoda.. Te szczegóły tak diametralnie zmieniły by to życie, że pozbawiły by pracy tysiaca ludzi, trudniących się w fachu, jakim jest psychologia. Dla ludzi to pewnie była by katastrofa, w końcu chodzi tu o pieniądze, prace. Dla ich dusz-zbawienie, wieczność. Ale kto się teraz nad tym zastanawia? Kto oprócz zgorzkniałych dewotek kościelnych, obłąkanych ludzi, odciętych od życia, chorych psychicznie nastolatek, taki jak ja myśli o zbawieniu? Kto stoi pod taką ścianą i trwa w jakimś totalnym amoku? Czy ktoś czuje agonie własnego życia? Ludzie egzystują mimo braku celów, marzeń, pragnień, codziennie wykonują te same czynności, myśląc, że tak właśnie ma być, tak jest dobrze, wystarcza pieniędzy, dzieci mają zabawke, o którą tak prosiły, w pracy dostaje się awans, żonie kupi się kwiatka od czasu do czasu, albo tak jak jest w większość wypadków-po prostu zabiera się swoją poduszke i idzie do salonu, z czasem zapomnina się o pięnych chwilach i trwa się-ot tak, aby tylko trwać. Ja nie chce po prostu egzystować. Ja chce żyć, korzystać z pełni tego świata, a tym czasem, co robię?- stoje pod jakąś cholerną ścianą i zwyczajnie nie potrafię się ruszyć, jakiś paraliż od stóp do głów, paraliż ciała, paraliż duszy, niemoc. 
Ty nie wiesz, co to znaczy. Ty nie wiesz jak boli dusza, którą ktoś właśnie tłucze na miliony kawałków. Ja właśnie stoje i na to patrze. I myśle o tym, że kolejny raz będe musiała to wszystko pozbierać i poukładać. Kolejny raz. W całość. Od nowa.. 



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szukam ukojenia.

niedziela, 21 lutego 2010 12:37
Wiesz, mam takie trudne chwile obojętności. I zwątpienia. Trwają chyba tak naprawde od października zeszłego roku, kiedy to zaczęły się te straszne kłótnie i problemy. Wtedy myślałam, że jest źle. Boże, jak dobrze, że niewiedziałam co będzie później. Miałam jeszcze troche nadziei.
Straciłam zaufanie do A. Jakoś nie umiem z nią normalnie rozmawiać po tym co zrobiła. Coś się popsuło i nie będzie tak jak kiedyś..
Mama straciła zaufanie do mnie. Po tym co zobaczyła. Pewnie jest teraz takiego samego zdania, co ludzie 'od listu'. Może też ma mnie za dziwke?
Straciłam część siebie. Straciłam wstyd, straciłam myśli. A przybyło mnie jeszcze więcej. Tylko tej złej. Tak mi ciężko teraz z sobą..
Co ja wogóle robie? Jak mogłam sie tak zniszczyć?  Jak mogłam ot tak zniszczyć wszystkie moje założenia, których tak bardzo chciałam przestrzegać..ale był pijany..?
Od dawna sie nad tym już nie zastanawiam. Zaakceptowałam wszystko. To co sie stało, to jak jest. To jak będzie.. Jest mi wszystko jedno-zostawi, czy będzie. I tak go nie ma.
Nie mam żalu. Nie mam do nikogo pretensji. Tylko do siebie.
Marzenia? Ich też nie mam. Chyba już nie będzie lepiej. Chce tylko, żeby nie było gorzej. Bo ja i tak już teraz nie daje rady.
Płacze nawet przy obieraniu jabłka. To śmieszne.. Beksa ze mnie wyrosła. A mama zawsze mówiła "płacz i przyjdz jak sie uspokoisz".
Nawet wtedy, gdy miałam koszmary, że ide po schodach, bo chce dojśc do jakiegoś wymarzonego celu. I spadam..

Naucze sie tak ładnie obierać mandarynki, zobaczysz...

Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Odpowiedz.

sobota, 30 stycznia 2010 13:11

Drogi kolego-'ktos normalny'. Może i jestem niedojrzała psychicznie. Nie zaprzeczam. Mam dopiero 16 (16, a nie 14) lat i moge pozwolić sobie na to niedociągnięcie. Myśląc 'dziś się zabije' myślałam o swojej rodzinie, przyjaciołach i wszystkich ludziach, którzy znaczą dla mnie coś więcej. Między innymi właśnie dlatego jeszcze żyje. Ze względu na nich nie potrafiłam tak zwyczajnie stąd odejść.
Pisząc takie rzeczy pokazujesz jaką niewiedzą na ten temat możesz się popisać. Pokazujesz swój puntk widzenia z jak najprostrzej strony. Mówisz tak, jak większość ludzi nie mających styczności z osobami takimi jak ja.
Niestety zdrowie fizyczne, psychiczne, miłość najbliższych i pieniądze to dla mnie nie wszystko. Probuje to doceniać, ale jak widać-zwyczajnie mi to nie wychodzi. Wciąż czegoś mi brakuje, a ja wciąż szukam tego czegoś, co zapełni pustkę w moim życiu i sprawi, że znów będe szczęśliwa i chętna do życia.
Widze, że kierujesz się jedynie rozumem. Nie dostrzegasz moich uczuć, mojego zwątpienia, bezradności. Widzisz, ja kiedyś postanowiłam sobie, że będe żyć inaczej. Nie będe żyła tak, jak wszyscy pozostali ludzie. Z przymusu. Chciałam żyć, a nie tylko egzystować.
Gdybyś przeczytał tego bloga od samego początku, wiedziałbyś co działo się u mnie wcześniej. Doszedł byś do ferii, w których to wszystko naprawde się działo. Opisywałam to. I nie robiłam tego po to, by się popisywać. Zaliczam to do moich słabości, a więc-czym tu sie chwalić? Jeśli myślisz, ze wszystko zmyśliłam, to bardzo mi przykro, ale nie widze powodów, abyś wchodził na mojego bloga i komentował jakąkolwiek moją notke.
Na blogu pisze całą prawde, pisze tylko i wyłącznie dla siebie, doceniam, że wchodzą tutaj ludzie i piszą co myślą o mnie i moim życiu. Ale komentarze tego typu będe zwyczajnie ignorować. Nie dlatego, że boje się usłyszeć o mnie złego słowa. A dlatego, że nie potrafie zaakceptować takiego braku zrozumienia i tolerancji wśród innych ludzi.
Pozdrawiam.



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Życie przechodzi czasem okres izolacji od świadomości.

czwartek, 28 stycznia 2010 21:46
Kiedyś sięgnęłam po prostokątne coś z ostrymi końcami, z postanowieniem 'dzis sie zabije'. Sięgałam po to każdego następnego dnia, przez 14 dni moich ferii. Za każdym razem myśląc 'dziś się zabije'. Przez 14 dni wieczorami siadałam na łóżku, zapalałam lampkę, brałam żyletke i rysowałam nią po ręce. Przez 14 dni codziennie wieczorem zakładałam bandaż na ręke i z płaczem zasypiałam. Rano budziłam się jak nowo narodzona, znów chętna do życia. Tylko czasem zdarzało mi się zapłakać wśród ludzi. Zazwyczaj byłam radosna i  przeżyłam 14 wspaniałych dni-14 dni ferii. I 14 najgorszych w moim życiu nocy.
Po tej 'terapii' znów wracałam do świata. Z biegiem czasu budziło się we mnie przekonanie, że niepowinnam tego wszystkiego robić. Dochodziłam do wniosku, że inaczej można było rozwiązać te problemy. No wlaśnie, problemy..jakie one właściwie były? Niespełniona miłośc? Niechęć do życia? Ogólne zrezygnowanie i złe nastawienie do całej reszty? Sama nie wiem. Może chodziło o wszystko naraz.. Teraz to i tak już nieważne.
Przez następne 2 lata spędziłam czas jak każdy normalny człowiek. Chodziłam do szkoły, wieczorami czytałam książki albo słuchałam muzyki. Przezyłam ferie-takie jak większość. Nudząc sie, albo zwiedzając, albo jeszcze cos innego. Przeżyłam kolejne ferie-również takie 'normalne'. I żyłam tak normalnie, aż do dziś. Dziś nie pożałowałam tamtych 14 dni. Załowałam jedynie tego, że moje postanowienie uciekło w niepamięc. 'Dziś się zabije'.
Już nie mam 14 dni. Ale mam bandaż. I mam prostokątne coś z ostrymi końcami. Już nie chce się zabić. Chciałabym tylko na chwilke odpocząć. Poczuć w końcu jakąś ulgę. Odetchnąc.
Poduszka i tak wyschnie do rana. Zawsze wysycha. A jutro kupie nowy bandaż..

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Lecze dusze z silnego przedawkowania rzeczywistości..

niedziela, 03 stycznia 2010 20:34

Czego się boje? Tak naprawde wielu rzeczy. Poczynając od tych najbardziej prymitywnych, takich jak niektóre stworzenia-zwierzątka żyjące na tym samym świecie, albo zwykła ciemność, której się boje-fakt, nie zawsze, ale są chwile gdy zwyczajnie mnie przeraża.
Boje się tego, że najbliższa mi osoba kiedyś zwyczajnie odejdzie w dalszą droge, gdzieś, gdzie nie będzie miejsca dla mnie. Boje się, że zawiode się na kimś, kto znaczy dla mnie tak dużo, że aż trudno jest mi to opisać. Przeraża mnie scenariusz, w któym moge znów upaść na samo dno i znów zapragnąć jedynie śmierci. Nie umiem wyobrazić sobie, co zrobiłabym gdyby zastała mnie wojna. Tak bym się wtedy bała. Boje się, żę świat się skończy za wcześnie i nie przeżyje tych chwil, których tak bardzo pragne. Strach zalewa moją dusze, gdy pomyśle, że ktoś znów mógłby mnie zranić. I chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak boje się zranić uczucia innych ludzi. Boje się, że nadejdzie dzień, w którym nie będe miała kogo darzyć miłością. Boje się, że kiedyś będe szykować tylko jedną kawe rano, będę robiła obiad dla jednej osoby i wieczorem nie będę miała się z kim kłócić o to, jaki film obejrzeć. Boje się, że moje życie nagle straci sens, że nie będzie takie jakie chciałabym żeby było.
Po prostu się boje, że kiedyś, mimo iż dla innych będzie świecić, dla mnie po prostu zwyczajnie zgaśnie to Słońce.
Na szczęście istnieje ktoś, kto sprawia, że te wszystkie rzeczy nie są takie straszne.
"Nie daj się. Dla siebie. I dla mnie."-mówi..


Przeżyłam wspniałe święta- "Jak możesz być taka smutna, mając taką rodiznę?"  
Sylwester był czasem, którego nigdy nie zapomne, bo zwyczajnie był to najleprzy Sylwester jaki mogłam przeżyć. "Nie mów stop. Poczekaj na mnie."
W 2. dzień świąt pokłóciłam się z P. Moge teraz powiedzieć, że nie posiadam przyjaciół i coraz mniej wierze w ich istnienie. "Równie dobrze może zastąpić się sufit".
Niby jest bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze.



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Najlepszym prezentem byłaby świadomość, że myślisz o mnie czasem…

czwartek, 24 grudnia 2009 13:48

To taki zwykły dzień. Każdy robi to co zwykle, tyle, że śpieszy się przy tym niesamowicie. Wszyscy budzą się rano, niektórzy z uśmiechem na twarzy, a niektórzy ze łzami w oczach. Każdy jeden człowiek, tak jak codzien, myje zęby, bierze prysznic, je śniadanie, ogląda telewizje. Tak jak zawsze ludziom chce się spać, są zmęczeni. Chorzy dalej źle się czują, a zdrowi, czują się gorzej, albo tak samo. Tylko nielicznym udaje się poczuć lepiej. To jaki zwykły dzień. Niebo tak jak wczoraj jest smutne i ponure. Wiatr wieje tak samo, jak przez ostatnie dni, a deszcz pada, jakby nie miał litości. Słońce znów jest w ukryciu. Dziś nawet ptaki nie śpiewają. Kwiaty też nie zakwitły. Bo przecież to taki zwykły dzień..
Wszystko jest takie jak zawsze, tylko wieczorem staje się coś niezwykłego. Bo ten zwyczajny dzień potrafi przełamać nawet najtwardsze kamienie ludzkich serc. Umie obudzić nadzieje na nowo. Budzi zgode, a usypia nienawiść. Sprawia, że gwiazdy są czymś więcej niż zwykłymi bryłami. W ten jedyny wieczór można podzielić się z kimś opłatkiem i życzeniami, sprawiając wtedy większą radość niz przez wszystkie inne dni.
Wszyscy są dobrzy i wszyscy kochają-jakby umieli kochać od zawsze.. To taki zwykły dzień, a jednocześnie różniący się od całej reszty. Bo w tym jedynym dniu otwierają się ludzkie oczy, płyną łzy szczęścia, dusza płonie z radości, a serce jest tak gorące. I dziękuje za ten dzień, w którym wszystko odzyskuje barwy. Dziękuje za ten zwykły dzień szczęścia.



**************************************************
Życze wszystkim spełnienia marzeń, dużo, dużo miłości i zdrowia. Jeśli to wszystko zagości w waszym życiu to cała reszta stanie się osiągalna :)



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Tytułu nie będzie!

poniedziałek, 14 grudnia 2009 20:43

Siedze na łóżku. Dawno nie pisałam. Zbierałam się do tego wiele razy, ale kończyło się na braku czasu, albo kompletnej pustce w głowie. Cóż.. W końcu udało mi się znaleść chwile. A czy mam o czym pisać? Sama nie wiem. Może zaczne po prostu od tego co się u mnie dzieje. A dzieje się wiele, chociaż w sumie nic.
Na zewnątrz.
Wszystko u mnie wporządku. Oczywiście pomijając kwestie szkoły-tam zawsze znajdzie się coś, co zakłóci mój porządek i doprowadzi do szału albo załamania. Normalka. Dam rade.
W domu chyba jest normalnie. Tu prawie zawsze jest tak samo. No może pozbyłam się ostatnio warstwy kurzu na półkach i podłodze. Jest tak świeżo, czysto. Przeciwieństwo mojej duszy.
W środku.
Czuje w sobie coś dziwnego. Takie nieopisane uczucie. Moje ciche nienazwane emocje. Mieszanka rezygnacji, smutku, złości i zwiątpienia-straszne prawda? Straszne, gdy się to czyta. Teraz pomyśl jak się to strasznie czuje.
Nie wiem gdzie jest źródło tych uczuć i nie wiem też gdzie znajde ich ujście. Ale serdecznie mam ich dość, bo zaczynają być już zauważalne przez innych z mojego otoczenia. A jeśli inni widzą, że coś jest nie tak, to naprawde nie jest dobrze. Zmiany mi trzeba, spokoju i jego dotyku. Tego delikatnego, chłodnego i tak kojącego dotyku..
Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale zwątpiłam już w Boga. Mam takie dziwne wrażenie, że On w chwili stworzenia tego piprzonego, pełnego zawiłości świata, stracił nad nim całkowitą kontrole..albo pomyliły mu się przyciski w panelu sterowania.
Wierze w Boga. Wierze, że ktoś taki istnieje. Ale Bogu to ja już nie uwierze nigdy. Gdy tak patrze na cały ten świat, przechodze codzień obok tablicy ogłoszeń i widze te wszystkie kartki "zmarł/ zmarła dnia... Wieczny odpoczynek racz im dać Panie..", rzygać mi się chce. Rzygać tym całym złem, które rzekomo mamy zwalczać, ale jakoś nam nie wychodzi! Czy Bóg wie co to łzy? Jesli tak, to czy płacze? Czy On często płacze? On powinien dławić sie łzami! Jeśli ma tylko możliwośc patrzenia na to, co się tu dzieje, to powinien wyć! Chyba, że jest jedynie samolubnym egoistą, którego nie obchodzi los innych- i szczerze mówiąc właśnie to takiego opisu bardziej mi pasuje ten cały Bóg.
Może wielu ludzi bezgranicznie wierzy- ja już nie. To tylko mój wybór, którego dokonałam niedawno, a żałowac będę później. Zawsze kiedyś załujemy..
Siedze na łóżku i pisze. Pisze do Niego. Do mojego Anioła..

Mój i tylko mój,

Niebo chyba płacze, gdy zagląda do mojego pokoju. Coś rozrywa mi dusze i sieje zwątpienie w moim umyśle. Jakoś mi tak..smutno. Podejrzewam, że już nie możesz o tym słuchać- bo zawsze pisze, gdy mi smutno. A wiesz czemu tak się dzieje? Bo Twoje słowa, nawet te pisane, dają mi ukojenie. Chociaż na jakiś czas.
Ogarnęło mnie zwątpienie, Kochanie. Na początku wszystko było kolorowe-taki nagły atak szczęścia i niemal nigdy nie znikający uśmiech na buzi. Później traciło powoli ostrość i nasycenie. Jeszcze wtedy nie znałam twojego dotyku, więc rozstania nie były tak trudne, ale jednak sprawiały, że było gorzej. Później doszły plotki obcych ludzi i uwagi strojone przez znajomych. Ile ja się nasłuchałam, nie wiesz nawet.. Ile kłóciłam się i obrażałam. O Ciebie wszystko. Nastał czas rozkoszy. Do tej pory z pełną precyzją i dokładnością moge opisać każdy twój głośny oddech i bicie serca. Ale sam wiesz, jak bardzo lubie, gdy Ty o tym opowiadasz.. Gdy opowiadasz mi o czymkolwiek to gotowa jestem spisać twoje każde słowo, by móc je później czytać wieczorami i zasypiać przy tej lektórze. Najchętniej zapisałabym każde twoje spojrzenie i gesty. Ciebie bym opisała, żeby już Cie nigdy nie stracić.
Stało się. Piątek i ta straszna kłótnia. Pamiętasz tą date? Ja nie- chyba się ciesze z tego powodu. Przepraszam, ale ja wciąż nie zapomniałam. Mam dobrą pamięć, ale do tych niewłaściwych rzeczy-bezsensu. Wybaczyłam Ci chyba jeszcze tego samego dnia. Nie byłam zła, tylko zrezygnowana..i wystraszona. Bałam się, że to co budowaliśmy tak długo może się poprostu skończyć. Odejść. Już podniosłam się po tym upadku, ale została rana. Ten, kto powiedział, że czas leczy rany jest chyba szalony. Czas nie leczy ran..on tylko pozwala przetrwać i przyzwyczaić się do bólu. Przetrwałam. Przyzwyczaiłam się. A twoje słowa jak balsam pomagają się goić- tylko gdy odjeżdzasz, rana znów się pogłębia i daje o sobie znać. I to chyba istota mojego zwątpienia i bólu, który teraz ma miejsce we mnie.
Spotkamy się za 9 dni. Za 9 dni będzie lepiej. Za 9 dni znów Cię zobacze, poczuje i zasmakuje. I za 9 dni zaczne od nowa tęsknić-tak jak zawsze to robie. Za każdym razem myślę, że gdy zaczne tęsknić wcześniej, to później będzie łatwiej znieść brak Ciebie. Za każdym razem się mylę. I jestem żywym dowodem na to, że człowiek jednak nie uczy się na błędach.
I tak trwamy do teraz. Do teraz czujemy do siebie tą piękną miłość. Do teraz gdzieś głęboko wierzymy, że przyjdzie to lepsze jutro. Do teraz chcemy dać jak najwięcej. Jak najwięcej zapamiętać i zatrzymać dla siebie z tej historii. Z tej przygody, która się przydarzyła i trwa do teraz. Wiem, że to nie zdarza się wielu ludziom. Wiem, że to skończy się tak jak wszystko inne na tym świecie. Ale wiem też, że już nigdy nie zdołam zapomnieć o tym wszystkim. O Tobie nie zapomne nigdy. Ty też już nigdy nie zapomnisz. A wiesz dlaczego? Bo pomimo, iż trwa najktórej, miłość jest rzeczą wieczną..

Kocham.
R.

Ps. A pamiętam, jakby to było dziś. Smutny, ale nie wymagający nic od nikogo. Niepozorny, starający się raczej ukryć. 2 sierpnia 2008. Taki właśnie się wydawałeś tamtej nocy.. I takim Cie już zawsze zapamiętam.



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Musze to przespać, przeczekać. Przeczekać trzeba mi. A jutro znowu pójdziemy nad rzekę..

czwartek, 03 grudnia 2009 20:24
Witaj..
Tak mi dziś źle. Patrze w okno i smutek mam w oku. Gwiazdy odwróciły się na drugą strone- juz nie świecą tak pięknie. Księżyc przywołuje tylko tą okropną ciszę.
Czemu tyle przeciwności losu przeznaczono właśnie mnie? Takiej Kruszynce. Twojej Kruszynce.. :(
Nie daje sobie już rady. Nie wiem co mam robić. Nie widzieliśmy się dopiero pare tygodni, a już niebo spada mi na głowe. Nie mieszcze już łez, boje się kolejnych dni, bo z dnia na dzien jest coraz gorzej. I nadziei mniej już mam..na cokolwiek. Zagryzam wargi i wciąż żyje. Jeszcze jakoś znosze to wszystko. Jak zawsze wstaje rano z łóżka, jak zawsze pije herbate. Ide do szkoły, ucze się, odrabiam lekcje, rozmawiam z ludzmi-jak zawsze. Biore prysznic, czasem nawet zjem kolacje, ucze się, kłade się spać -tak jak zawsze.. Ale nic już  nie jest tak jak kiedyś. Już nie wstaje z łóżka z myślą 'wreszcie nowy dzień'. Herbata już nie smakuje tak jak kiedyś. Już nie mam w sobie tyle zapału. Moja nauka teraz na nic się nie zdaje. Gdy rozmawiam z ludzmi, udaje to szczęście. Biorąc prysznic płacze, korzystając z okazji, że nikt tego nie usłyszy. Już nie jem tych późnych kolacji, które zawsze tak lubiłam. Już nie kłade się spać szczęśliwa, z myślą, że będę pięknie śniła. Boje się obudzić, bo wiem, że coraz mniej mam siły na zmaganie się z nowym dniem. Boje się zasypiać, bo nie chce znów obudzić się cała we łzach. Dzielą nas te wszystkie dni. Te wszystkie stracone chwile. Niedostrzegane uśmiechy, niedosłyszane słowa. Dzielą nas te resztki szczęścia, które przeżywamy osobno. Dzielą nas te gesty, których nie możemy ujrzeć. Dzieli nas nasz głos, o którym już prawie nie pamiętamy..
Dzień po dniu przeżywam koniec świata. Dzień po dniu patrze tylko jak kruszy się wszystko, czego dotknę. Dzień po dniu. Popadam powoli w straszliwą obojętnośc i boje się, że nie łatwo będzie mi z niej wyjść. Z moich oczu już nie wyczytasz wszystkiego. Nawet nie wiesz jak się zmieniły. Już nie ma w nich tej magicznej iskierki. Już nie widać w nich szczęścia. Bo teraz toną we łzach. Dzień po dniu. Osacza mnie ta samotność. Wyżera to, co kiedyś było najpiękniejsze. Pochłania to wszystko, co udało nam się odbudować. Dzień po dniu mniej mnie już jest..
Czekam już na koniec. Już na nic innego nie mam nadziei..i sił. Kiedy upadne wkońcu, przyjdz do mnie. Albo ucieknij z zamkniętymi oczami na moje wołanie o ratunek, ale wiedz, że już nigdy się nie podniose.
R.

PS. Skończył się dawny porządek, a zaczeło się niepewne, chaotyczne jutro. A miało być tak pięknie..

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Najlepiej niszczy się taka miłość w imie miłości do Boga..

sobota, 21 listopada 2009 20:52

Bo wie Pan co? Dreczą mnie moje myśli. Mam problem. Bardzo kocham, ale to nieszczęśliwa miłość. Odwzajemniona, ale nieszczęśliwa. Brzmi jak jakiś absurd, prawda? Tak, wiem..to jest skomplikowane. Sytuacje mogłabym opisać w paru zdaniach. "Kocham faceta 10 lat starszego, dzieli nas duża odległość, ludzie chcą mieszać w to sądy i spotykanie się jest jeszcze bardziej uniemożliwione, nie wiem co będzie za miesiąc, czy wogóle będziemy jeszcze razem. Co mam robić?" Czyż to nie brzmi jak jakiś lament, albo użalanie się przewrażliwionej małolaty? Brzmi tak? No właśnie.. dlatego nie da się tego opisać w paru zdaniach, bo ani troche nie będzie odzwierciedlało to tego, co dzieje się w moim sercu i umyśle. Gdy powiem Panu w kilku zdaniach co mnie dręczy nie pozna Pan tak naprawde tej właściwej wersji wydarzeń. Chyba że powiem tak "Żyje miłością do człowieka, który sprawia, że jestem szczęśliwa. Tylko z nim umiem się śmiać. Gdy nie widuje go często to trace radość. Nie umiem normalnie funkcjonować. Nie moge spać. Wszystko traci dla mnie smak. Czas płynie tak wolno, że mam ochote powyrzucać wszystkie zegarki z domu. Brak mi siły, gdy Jego nie ma przy mnie. Jest dla mnie jak powietrze. Daje mi coś, czego nie miałam nigdy wcześniej. Sprawia, że jest mi po prostu dobrze. Gdy jest-mam wszystko,ale gdy Jego brakuje, nie mam niczego poza smutkiem i łzami. Nieszczęsny los robi wszystko, żeby nas rozdzielić. Nadzieja powoli znika a żyć się odechciewa. I co ja mam teraz zrobic??". Rozumie mnie Pan już? Wie pan, co mi dolega? Właśnie.. To po prostu zakochanie. Minie jak wszystko inne, nieprawdaż?



Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Tak niezliczone są szelesty naszych pragnień...

wtorek, 03 listopada 2009 21:57
Był w sobote. Jak zwykle słowo 'był' jest równe 'spędziłam kolejny uroczy wieczór'. (To chyba zabrzmiało troche staroświecko. Trudno.)
Wciąż pytał o czym tak myśle, a ja za każdym razem odpowiadałam 'o niczym' i staralam sie zmienić temat.. Tak trudno mi po prostu powiedzieć o czym myśle. Łatwiej myśli porównać mi do koloru, niż tak po prostu ubrać je w słowa.
On najlepiej znał moje myśli. Dokładnie wiedział co czułam, kiedy się bałam, albo wstydziłam. Wiedział co do najmniejszego szczegółu co działo się w moim mózgu. Jakby przeniknął przez mój umysł, albo na chwile po prostu się nim stał.
Zawsze był moim punktem odniesienia. Nie był częścią mojej rzeczywistości. On był moją rzeczywistością.  Był moim światem-innego już nie miałam. Wszystko co mnie otaczało kojarzyło się z nim. Zastanawiałam się co On zrobił by w danej sytuacji. Porównywałam go z innymi osobami. Szukałam w nich cech i nawyków, które On posiada. Doszukiwałam się we wszystkim czegoś, co było by choć po trochu współne z Nim. Chciałam go odszukać w tym co mnie otaczało, bo jego samego brakowalo mi wszędzie.
Wciąż całował, dotykał, przytulał. Tylko on tak umiał. Wiedział, ze już sie go nie wstydze. Zaskakiwałam go od czasu do czasu swoją śmiałością, któej w gruncie rzeczy nie mam tyle przy nikim innym. Lubiłam jego dotyk. Taki delikatny wywoływał u mnie huragan w sercu i niespokojny oddech. A był płynny, w sumie przewidywalny, ale zawsze kończył się inaczej.
Żartował. Zawsze umiałam się z nim śmiać. Z nim od rzeczy, które na ogól powinny zawstydzac, gdyz były maksymalnie intymne, można było dojść do śmiechu. Taka ciągła zabawa. Nawet zwykłe jedzenie wywoływało z nim śmiech. Każdy ruch mógłbym powodem poprawy nastroju. Bo tak naprawde to on był tym śmiechem, tą moją radością. Bez niego wszystko traciły barwy. Z nim zyskiwało, chociażby przeróżne odcienie czerni-zawsze miało barwy.
Był romantyczny.. o tak. Czasem zaskakiwał swoimi pytaniami, albo twierdzeniami o miłości. Był czasem aż za bardzo bezpośredni, ale chyba to w nim lubiłam. Wolałam jak mówił wprost. Czasem nic nie mówił, a i tak był romantyczny. Był gdy brał moją dłoń i całował. Wtedy wiedziałam, że kocha napewno.
Był.. i z nim było tak cudownie. Spokojnie, niespokojnie. Cicho i glośno. Romantycznie, intymnie, blisko.
Było tak cudownie przez kilkanaście godzin.
Teraz róża na stoliku i bilet, który przypadkowo wypadł mu z kieszeniu. Róża i bilet. Teraz tylko dzieki temu wiem, że był i że jeszcze będzie. Ale zapach przypominał, że teraz go nie ma. A to zawsze tak boli..

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Something in the way..

sobota, 24 października 2009 15:55
1. Krzyczałam na moją babcie i denerwowałam sie, gdy poraz setny zadawała mi to samo pytanie, bo bezradna zapominała ze już kiedyś o to pytała. Nie potrafiłam zrozumieć.
2. Byłam wściekła na moją mame, gdy mi czegoś zabraniała, karciłam ją w myślach, miałam jej dość. Chciała tylko mojego dobra. Nie potrafiłam zrozumieć.
3. Zła byłam na moją siostre, gdy wyjeżdzała, gdy nie było jej przy mnie, gdy tak smutno i żle było samej w pokoju. Wyjeżdzała na studia, pożniej do pracy, nie miała na to wpływu. Nie potrafiłam zrozumieć.
4. Tak bardzo przykro mi było, gdy mijałam się z tata w korytarzu i na tym kończył sie nasz jakikolwiek kontakt. Był zmęczony, chciał odpocząc dlatego nie przychodził do mnie. Nie potrafiłam zrozumieć.
5. Złościłam sie na nauczycieli, gdy zadawali prace domowa, gdy ciągali na kółka, konkursy, wtedy, kiedy potrzebowalam spokoju i chwili wytchnienia. Chcieli dobrze, chcieli żebym była kimś. Nie potrafiłam zrozumieć.
5.  Byłam zła na A.gdy miała nowe przyjaciółki, gdy z nimi wychodziła i śmiała się-nie ze mną. Robiła dokładnie to co ja. Nie potrafiłam zrozumieć.
6. Denerwowała mnie P. gdy wciąz sie zakochiwała, odkochiwała, zmieniała chlopaków jak rękawiczki i zawsze twierdziła, że to miłość. Wciąz interesowała się sobą i gadała tylko o sobie. Ja robiłam to samo. Nie potrafiłam jej zrozumieć.
7. Znienawidziłam kościół, księdza-wszystko co zmuszało mnie do wiary, do chodzenia do kościoła. Przecież nigdy nie kształtowalibyśmy czegoś, co nie zostało nam najpierw narzucone. Nie potrafiłam zrozumieć.
8. Przykro było, gdy siadałam na łóżku z tysiącem 'problemów', płakałam i krzyczałam w myślach, że znow jestem sama, znów mi źle i nie ma przy mnie nikogo. Każdy inny robił dokładnie to samo u siebie w pokoju. Ja nie potrafiłam tego zrozumieć.
9. Drwiłam z innych, bo zdenerwowali mnie jakąs błachostką, powiedzieli coś nie tak, a ja od razu wybuchałam gniewem. Każdy ma gorszy dzień. Ja nie potrafiłam zrozumieć.
10. Byłam zła na Niego, gdy zrobił coś nie po mojej myśli, gdy powiedział coś złego, albo zepsuł mi plany. Wściekałam się, gdy robił to co kiedyś mu już zakazłam. Gdy łamał zasady dusiłam w sobie złość. W myślach mówiłam na niego straszne rzeczy, gdy on zrobił mi przykrość. Raniłam. Wciąż dawałam powody do zazdrości, też pisałam złe rzeczy i łamałam wszelkie rególy i zasady. Zawsze oczekiwałam tylko zrozumienia i poparcia, on również tego tylko oczekiwał. Zadawałam tak wielkie rany, myśląc, że to on rani. Nie potrafiłam zrozumieć..

Możeby tak podkreślić wszystko czerwoną, grubą kreską i zacząć od nowa? Może oczyścić sumienie, pozbyć się jakichkolwiek uczuć? Zapomnieć wszystkiego co złe i dobre?  Może zburzyć wszystkie więzi, poznać sie kolejny raz z tymi samymi osobami? Może przejść obok tych samym rzeczy i dojrzeć jeszcze raz ich zarówno dobre, jak i złe strony? Może odwiedzic stare miejsca i znów odnaleśc swoje ulubione? Może jeszcze raz połączyć wspomnienia z czasem, miejscem i ludzmi?

Mieć siły na łzy i walke. Znajdować czas na radość i szczęście. Zawsze się uśmiechać i pomagać innym. Nie ranić.. Otworzyć oczy i znów powiedzieć, że życie jest piękne..

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zastanawiam się, jak wytrwać milczenie Boga..

poniedziałek, 12 października 2009 20:22
Krótkie przypomnienie wydarzeń.. Luty 2008-tragedia. Kłótnia z przyjaciólką, bandarze na rękach, codzienny płacz i smutek. Źle. Później do góry. Idziemy dalej nie zwracając uwagi na pokaleczone stopy. Na pokaleczone serce.. Wakacje. Znów źle. Znów płacz, uczucie, że nikt nie rozumie. Tez ciągły ból, że jest sie samemu w tak wielkim i strasznym świecie. Mija rok, jakoś żyje. Początek wakacji straszny. Znów dól i płacz. Później jest cudownie. Żyć nie umierać. Mam wszystko. Wszystko, na co czekałam tak długo. Ale szczęscie szybko znika. Na dodatek nie mówi, kiedy wróci. Znów płacz. Załamanie.. To moje życie pod względem emocjonalnym. Wciąż się zmienia. Wciąz trzeba z tym walczyć. A mi brak sił. Brak mi czasu i spokoju. Brak jakiej kolwiek chęci do życia.. Myślicie: nie chce, żyć z powodu jakichś zapewne błachych powodów? Nie. Nie chce mi żyć, bo mało kto mnie rozumie. Bo moja mama chce zrobić ze mnie idealną córke na siłe i nie zwraca uwagi czego ja chce i na ile mnie stać. Nie chce mi sie żyć, bo On jest daleko i nawet nie mam gwarancji, że jeszcze będzie nam dane być ze sobą więcej niż pare godzin. Nie chce mi sie żyć, bo większośc rzeczy jakie robie nie podoba się innym. Bo każna najmniejsza potyczka doprowadza mnie do płaczu, a ja juz nie mam siły płakać. Bo już nie moge spotykać sie ze znajomymi. Bo wiem, że moje marzenia będe musiala zamienić na wygórowane ambicje mojej mamy. Bo chyba zdałam sobie sprawe, że nie dostane upragnionej gwiazdki z nieba jaką On mi kiedyś obiecał. I wiem, że płytki do łazienki jakie wybrałam stały się nieważne, bo nie będe dzieliła tej łazienki z nim. I jest mi tu strasznie źle. Dlatego nie chce mi sie żyć.. Może pomyślicie 'Ona ma tylko zły dzień- jak każdy'. Powiem.. 'W takim razie od paru miesiecy przemawia mna rozgoryczenie. Dlatego wciąz płacze i wciąz mam dosyć. Masz racje. To tylko zły, kolejny, pieprzony dzień..' A ja tak marze o świadomości. Tak, o zwykłej świadomości. Przekonaniu. Że jutro będzie dobrze..

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

.

środa, 07 października 2009 19:23

Źle...



Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Wiem, że jesteś teraz tamtym potrzebny, godzę się z tym, ale coraz bardziej brakuje mi twojego głosu, twojej ręki!

czwartek, 24 września 2009 20:46

Witam. Pisze znów...
Czuje się strasznie. Fizycznie i psychicznie. Grzesiek pojechał w środe rano. W niedziele był u mnie, porzegnaliśmy się.. Wiecie co? To takie głupie.. Przez całe wakacje mówiliśmy tylko ile czasu nam zostało. Leżeliśmy i mówiliśmy "mamy jedzcze miesiąc dla siebie"- słowo 'miesiąc'  oczywiście zmieniało się z dnia na dzień..  A w niedziele leżeliśmy na lozku i mowiliśmy " mamy jeszcze 30 min" ..' 20 min'.. '10 min'.. '5..4..3..2..'. Jak śmierć. Lekarz mówi 'zostało pani miesiąc życia'-za miesiąc dzieje się, co ma się dziać. I tak było w przypadku mojej miłości. Niby nie umarła, ale jakoś się skończyla.. Tak jakby ktoś zamknął jakiś rozdział, który nie był jeszcze dokończony. Od niedzieli chyba cały czas płacze. W domu wieczorami jest najgorzej, ale w szkole też mi się zdarza. Nie mam na nic siły, wciąż jestem zmęczona. Na dodatek od miesiąca męczy mnie ból brzucha. Szału dostane jak dalej tak to będzie wyglądać.
Czuje w sobie jakąś złość. I nieposkromiony smutek, że musi być  tak a nie inaczej. Że nie możeby być razem, ale znó osobno. Więcej oddzielnie, niz przy sobie. Wiem, że to nie jego wina, ani nie moja, ale tak strasznie mi przykro, że dzieje się nam na nie. I nic nie moge zrobić..

ON: Czekać. Czy to to samo, co tęsknić?
ONA: Nie. Dla mnie nie. Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już przed 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak..



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Za cos w koncu trzeba umrzec.. :)

wtorek, 15 września 2009 14:16
Hej. Od razu was przepraszam, ze tak dlugo nie pisaam. Chyba braklo mi czasu, a wolalam te wakacje dokonczyc wsrod najblizszych, niz siedziec przed kompterem..
Rok szkolny zaczal sie 2 tygodnie temu i juz chyba wpadlam w ten ryntm szkolny. Chociaz bylo ciezko.. To juz ostatnie klasa w gim i chce zeby sie jak najszybiej skonczyla. Zaistnial teraz problem: co teraz? `Nie mam pojecia do jakiej szkoly isc teraz. Ale mam na zastanowenie jeszcze pol roku

Grzesiek jest u babci jeszcze tydzien. Pozniej jedzie do pracy. Niewiadomo kiedy  znow sie zobaczymy...i czy wogole sie zobaczymy.
Przez ostatnie 2 tygodnie nie spotykalismy sie codziennie, bo rodzice stwierdzili, ze "rok szklny sie zaczal, codzienne randkowanie sie skonczylo", wiec widujemy sie tylko w weekendy. Poza tym ja i tak nie miala bym czasu od pn do pt, bo jest strasznie duzo nauki i  nie wyrabiam. A do tego tysiace zajec pozalekcyjnych, na ktore przyszlo mi chodzic..

W domu wszystko ok.  Grzesiek jest chyba glownym tematem w mojej rodznie. Mama chwali sie wszystkim znajomym, ze mam chlopaka lekarza ;PP Ja juz chyba przyzwyczailam sie do jego istnienia w moim serduszku i smialo mowie o nim "chlopak".
No a ostatnio mam na szyi okazala malinke, ktora zdazyli zobaczyc juz znajomi ;PP

Wczoraj z wszystkimi klasami trzecimi bylismy w gorach swietokrzyskich. Wiekszosc czasu spedzilismy w kosciele, ale pozniej bylo ognisko-na prawde udane :) Wytanczylam sie, wyspiewalam..mmm...wiecej takich wypadow klasowych prosze :)

Mam jeszcze ochote na jakas dyske, ale niewiadomo co  kiedy bedzie. Zmienil sie dyrektor szkoly i chyba jeszcze nie zdazylismy go wyczaic ;P Byc moze uda sie cos zrobic na andrzejki..

Pisze ze szkoly bo w domu brak mi czasu.. no i ostatnio chodze spac o 21 ;PP  Ciagle niewyspana i zmeczona trwam sobie w moim malutkim swiecie..
Odezwe sie kiedys.
Pozdrawiam wszystkich!! ;***

Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Twoje spojrzenie i moje spojrzenie, niczym echo bez głosu. Głębiej, ponad wszystko. Ponad ciało i krew..

wtorek, 11 sierpnia 2009 19:07
Dużo się działo. Oj dużo.. Może nie chodzi o same wydarzenia jakie miały miejsce na zewnątrz. Ale to co działo się w moim sercu. Chwile lęku, ale w rezultracie zapadła zgoda. Wyjaśnienie.
Mało sypiam. Codziennie chodze na boisko (20-23), zeby spotkać się z Nim. Uzależniłam się od Niego.
Soboty-ogniska. Przez ostatnie 3 noce nie spałam. Odsypiałam troche w dzień, ale to i tak za mało.
Co drugi dzień nocuje poza domem..jakoś tak wychodzi. W sumie wszystko nie jest planowane.
Sobota- wyjazd do Kazimierza z nim. Słodko, beztrosko. Czas płynie wolno, nikt nas nie zna, wreszcie możemy pokazać się gdzieś na oczach ludzi, we dwoje. Razem. Wreszcie możemy się przytulić, pocałować i nie patrzeć, czy widzi nas ktoś znajomy. Po miesiącu ukrywania się mam dość. Ale dam rade. Z resztą..chyba większość ludzi już wie.
Leżenie na trawie, nad wisłą, w cieniu, w upalny dzień. Kocham go.
Przyjazd ok 20. Później szykowanie się i ognisko. Brak sił. Totalny brak sił..
Pożądanie snu większe niż zwykle i impreza do 4 rano. W trakcie nieprzyjemne dotykanie na oczach wszystkich ludzi, krzyki, złość. Byłam wściekła na Niego. Wypił. W niedziele już było wszystko ok. Pogodzeni.
Poniedziałek-wczoraj. Przyszedł. Najpierw film, później rozmowa.
Zaczął całować. Dotykał wszędzie. Szybkie oddechy. Szczęście. Było świetnie. Niezapomniane chwile.
Później noc u Pauli. Przed tym wyjście na miasto z dziewczynami. Troche zwierzeń, smutku, ale radości też nie zabrakło.
Ciesze sie, że mam je wszystkie. Te które się obrażają, kłócą, nie odzywają się, nie mają dla mnie czasu. Te które się śmieją, umieją się ze mną dogadać, spędzają ze mną czas. Są.
W domu małe spięcia z powodu mojego wychodzenia z domu. Sytuacja opanowana. Dalej robie to co nie wolno.
Kocham ten czas. Wciąz coś sie dzieje. Głosy, czyjść wzrok, oddech. Ogień, woda, zieleń. Słońce, a teraz deszcz. Ludzie, których nigdy nie zapomne.
Wiem, co to życie. Nareszcie..

Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Powoli wysysał z człowieka jego życie, sens wszystkiego. Okręcał liną, która powoli zaciskała się na szyi każdego, kto go poznał, kto zaufał..

czwartek, 30 lipca 2009 13:57
Witam :) Na wstępie może wyjaśnie tytuł noty- to cytat z książki "strefa cienia", którą czytam, która mnie strasznie wciągnęła i którą wszystkim polecam :)
Tak, wiem, wiem..Minęło 2 tygodnie od mojej ostatniej noty. Przepraszam, że nic nie pisałam, ale odkąd wróciłam z Angli nie mam czasu. Znów wiem, że żyje. Codziennie robie coś innego, wracam późno do domu i całkowicie wyczerpana kłade się spać. Nawet nie miałam czasu tutaj zajrzeć-przepraszam.
Właściwie codziennie wychodze z Paulą na miasto. Krok po kroku zwiedzamy każdy zakątek miasta, które tak na prawde bardzo dobrze znamy już od lat. Codziennie spotykam wielu ludzi, znajomych, z którymi nie widziałam się od początku wakacji, znów się śmieje i wreszcie, po małej przerwie na smutki, jestem szczęśliwa. Odrodzona na nowo :)
Często spotykam się z Grzeskiem. Oglądamy filmy, żartujemy, śmiejemy się. Moja rodzina chyba nawet juz przywykła do jego obecności w naszym domu ;P Jest na prawde dobrze..
Niedawno przyszło mi nowe łóżko, na które czekałam od dwóch miesięcy! Zrobiłam przemeblowanie w pokoju i moją jednoosobówke zamieniłam na wielką sofe! Ciesze się, że coś się zmieniło, bo potrzebowałam jakiejś nowości:)
Jutro planujemy z Paulą pojechać do galerii na male zakupy. No i wyciąga mnie jeszcze na basen, ale nawet nie mam stroju kąpielowego ;P
Mam nadzieje, że plany staną się rzeczywistością, bo na prawde już ciesze się na ten jednodniowy wyjazd.
Postaram się odezwać w przyszłym tygodniu. Pozdrawiam wszystkich!!! :)


"Spodziewała się 'meliniar' po wielokrotnych wyrokach, z pomarszczoną i ziemistą cerą. Tymczasem były to spokojne, smutne, cierpiące i wrazliwe kobiety. Większość tylko zbłądziła, pomyliły kierunek swojej wędrówki, dały się oszukać, uwierzyły innym, zapomniały się na chwilę. Żałowały przeszłości, straconych dni i cierpiały w samotności."

Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Nie byłam sobą, nie byłam nikim- i to było cudowne.

czwartek, 16 lipca 2009 22:11
Witam was. Pisałam wcześniej, że wyjeżdzam i najpardopodobnie nie będe tutaj nic pisac, ale przypuszczenia się nie sprawdziły. Jednak brakuje mi bloga, a że mam dostęp do internetu chyba nie powinnam przerywać pisania notek.  Więc pisze..
Dziś skończyłąm czytać książke Coelho - Zahir. I jak wszystkie pozostałe książki tego pisarza, które przeczytałam, i ta zmusiła mnie do refleksji i przemyśleń..na temat miłości. Coelho w tej książce podejmuje sie tematu jakim jest małżeństwo. Przed przeczytaniu tej ksiazki, tak jak bohater "zahira" myślałam, że jeśli już spotka mnie miłośc i małżeństwo to zwiążek ten będzie trwał az do śmierci i będziemy wiedli sobie spokojne życie, razem, pewni, że nidy nie będziemy samotni i zdani na sercową tułaczke. Jednak Coelho uświadamia mi, że małżeństwo i miłość to jednak coś wiecej niż wieczory pełne ciszy i spokoju, (udawane-jak sie okazuje) przejawy romantyzmu, czułę słowa i obecnośc drugiej osoby. Dowiedziałam się, że życie do samego końca musi być przygodą, pełną niezapomnianych chwil i wrażeń. Jeśli tak nie jest- życie traci sens, zostaje pozbawione jakiejkolwiek zabawy, a dni stają się szare..
Droga dwóch osób, w tej samej odległości od siebie-jak tory kolejowe- to nic.. Całkowita niezmienność, monotonia i przekonanie, ze tak jedt dobrze i niczego nie należy zmieniać to głupota.. Życie nie po to zostało nam dane, żebyśmy przeżyli je okłamując wciąż samego siebie i wciaż pozostając przy błędnych przekonaniach jakie nam wpojono. Miłość to nie tylko "długo". Miłość to przede wszystkim "szczęśliwie"..

Co do pobytu w Angli. Jest dość..nudno. POgoda jest troche kiepska- na zmiane pada i wychodzi slonce. Niewiadomo jak sie ubrac. Nie czesto wychodzimy z domu, a jak juz to nie na dlugo. Szczerze mówiąc to chciałabym byc teraz w Polsce- blisko Niego. Wpartywać sie w siebie, nic nie mówiąc, wyrażac naszą miłość.
Mam nadzieje, ze ta rozłaka nie wplynie negatywnie na nasza znajomosc..
Tesknie tez za Paulą. Zaluje, ze przez te dwa tygodnie sie nawet nie zobaczymy, nie wyjdziemy nigdzie.. Boje sie, że marnuje tu czas.
Co do sytuacji w domu- nie za ciekawie. Dziadek w szpitalu. Miał miec operacje, ale lekarze stwoerdzili, ze nie przezyje jej i czeka go zabieg. Jutro bedzie przewieziony do innego szpitala. Martwie sie o niego. Wierze, ze wszystko bedzie dobrze.
No i to chyba było by na tyle.
Odezwe się kiedyś.
Pozdrawiam..

Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

I see you dying in my eyes..

poniedziałek, 06 lipca 2009 13:44
Witam. Notka będzie dość krótka.
Ospa minęła. Już czuje się lepiej, zarówno fizycznie, jak i psychicznie.
Jest pare blizn na ciele. W sedruszku pewnie też, ale damy rade.
Mam już lepszy nastrój. Dziś spotykam się z Paulą, a poźniej Grzesiek do mnie przychodzi. Mam nadzieje, że dzień będzie udany.
W środe lece do Angli, nie będzie mnie przez 2 tyg. i najprawdopodobniej nie będe pisać.
Może jednak nie jest tak źle na tym świecie? :)
Jestem w trakcie czytania "Zahira"- jak na razie książka dość dziwna, zobaczymy czy się rozkręci.
Ostatnio oglądałam film- "Blow" i oczywiście się na nim popłakałam..;P Bardzo mi się podobał..
Muzyka jakiej ostatnio słucham to Guano Apes. Spodobał mi się utwór "Quietly" i ciągle go słucham;) Polecam :)
Z rodzinką wszystko ok. Z przyjaciółmi..hmm..sama nie wiem. Zaczęli się odzywać, szkoda, że tak przed samym wyjazdem, ale nie ch tam.. Jest ok :)
Chyba tak z grubsza powiedziałam co i jak.
Pozdrawiam wszystkich!! ;***

Gdybym spała i nagle obudziła się w wagoniku diabelskiego młyna, cóż bym czuła? Najpierw czułabym się niczym więzień, bałabym się wysokości, serce podochodziłoby mi do gardła, kręciłoby mi się w głowie i chciałabym czym prędzej wysiąść. Lecz gdybym miała pewność, że tory są moim przeznaczeniem, a Bóg steruje tą maszynerią, wtedy mój koszmar przerodziłby się w podniecającą przygodę. I diabelski młyn stałby się bezpieczną i ciekawą rozrywką, która kiedyś się przecież kończy. Jednak dopóki młyn się kręci, trzeba podziwiać roztaczający się wokół krajobraz i wrzeszczeć z radości.!

Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

Kolejny taniec w cyrku zdarzeń. I walka o strzępek marzeń. O wieczne nadzieje...

niedziela, 28 czerwca 2009 19:43
Cześć. Pisze, bo..mam doła, chce mi sie płakać, strasznie się nudze, nie mam z kim pogadać.. Chyba wszystkie powody.
Po pierwsze: Od środy siedze w domu. Cały czas leże w łóżku, ze swędzącymi krostami, które są wszędzie i wołają "podrap mnie", a ja nie moge podrapać! Mam ospe! Pomijam fakt, że niemiłosierne swędzenie doprowadza mnie do szału. Nie mam z kim pogadać. Są wakacje, ładna pogoda. Wczoraj był koncert, na który miałam iść, ale bilety musiałam podarować koleżance, bo zachorowałam. W podzękowaniu, w czasie koncertu dostałam sms-a "dziękuje za bilety, jest świetnie, szkoda, że Cie tu nie ma;**", co całkowicie mnie zdołowało. Zaczęłam płakać.. Od czasu choroby nikt mnie nie odwiedził. Siedze z siostrą i Maćkiem- oczywiście nie moge narzekać na ich towarzystko, ale ileż mozna? Chciałabym porozmawiać z koleżankami, z kim kolwiek..
Po drugie: Grzesiek jest niecały kilometr ode mnie i nie możemy się spotkać przez tą pieprzoną chorobę! Przez pieprzoną chorobe zobaczymy się dobiero w sierpniu! Cisnienie mi sie podnosi jak o tym pomyśle! ;(
Po trzecie: Chyba się na kimś zawiodłam.. Nie chce mi się wylewać wszystkiego do wierzchu. Miałam nadzieje, że słowa, które ktoś mówił były coś warte. Tym czasem kolejny raz zostałam wyrolowana! Przykro mi.
A po czwarte: Żyć mi sie odechciewa..
To by było na tyle.. Pozdrawiam wszystkich i życze udanych (już trwających) wakacji..


Smutek to najdziwniejsze z uczuć: czyni nas bezradnymi. Jest jak okno otwarte wbrew naszej woli - przy nim można tylko dygotać z zimna. Z czasem jednak otwiera się rzadziej i rzadziej, aż wreszcie całkowicie stapia się z murem.

Podziel się:

komentarze (5) | dodaj komentarz

Niczego nie będzie żal....

czwartek, 18 czerwca 2009 19:25
Cześć. Znów dośc długo nie pisałam. Strasznie czas mi szybko mija. Jutro juz zakończenie roku.! Wakacje jeszcze sie nie zaczęły, a juz się boje, że szybko się skończą :(
Z qmpelami wszystko ok. Podobnie z rodzinką. O szkole nie ma co pisać, bo od 2 tyg praktycznie nie było mnie na lekcjach. Nie wiem co się dzieje:)
Przez ostatni tydzień, a właściwie 3 dni (bo był długi weekend) z dziewczynami przygotowywałyśmy układ.. Wariactwo-wiem. Ułożyłam choreografie praktycznie w jeden dzień. Póżniej godziny ciężkich i męczących prób. W rezultacie- II miejsce na Turnieju Tańca Nowoczesnego :)  Na dodatek nasza grupa została pochwalona przez przewodniczącą jury za bardzo dobrze ułożoną choreografię! Nie to żebym się chciała lansować,  ale to na prawde powód do radości! W końcu moją przyszłość chociaż w jakiś sposób chciała bym połączyć z pasją do tańca..
A tak z innej beczki.. Może coś o sprawach serduszkowych? Chyba nie za często o tym wspominam, a jak już to pisze tylko, że jest ok. A chyba nie jest..
Myślałam, że u starszego faceta znajde troche takiej..stabilizacji w uczuciach. Troche stałości. Bez zmian. Spokój, szczęście.. Tym czasem okazuje się, że to chyba niemożliwe. Wciąż jakieś niedopowiedzenia. Zaczynanie i nie kończenie rozmowy. Brak zaufania z byle powodów. Zazdrość. Miałam nadzieje, że chociaż tego unikne. Rozumiem- tzw. zdrowa zazdrość jest ok. Jest całkowicie zrozumiała, a może nawet potwierdza o uczuciu danej osoby. Ale zazdrość, która prowadzi do braku zaufania? Po roku rozmów?  Pogubiłam się w tym chyba. Być może znów zaufałam komuś za bardzo.. Za dużo sobie wyobrażałam. Nie brałam pod uwagę rzeczywistości. Szarej, podłej rzeczywistości, która i tym razem pokazała, że wciąż istnieje i w każdej chwili znów może dać mi w kość.. Pokłóciłam się z Nim, ale wiecie co? Mimo tego, że z oczu płynęły mi łzy, nie było mi przykro. Powiedział całą prawde, co czuje, co o tym wszystkim myśli. Oczywiście bolesną prawde. Ale podsumowujące słowa "kocham Cie, wiesz?" złagodziły cały ból. Ta rozmowa przyciągnęła mnie do ziemi, ale nie zabrała nadzei..
Ostatnie dni spędzam z Paulą. Włuczymy się po mieście. Jesteśmy stałymi bywalczyniami baru, gdzie jemy kebab, albo przytulnej miejscówki, gdzie sprzedają dobre gofry i lody. Czasem pójdziemy do parku pohuśtać się na huśtawkach, zrobimy jakieś małe zakupy, ale większośc czasu spędzamy na rozmowach. O wszystkim. Wiele rzeczy sprawiło, że był czas, kiedy oddaliłysmy się od siebie. Myśle, że zarówno mi, jak i jej było z tym ciężko. Ale na szczęście wszystko wróciło do normy.. Wciąż wszędzie we dwie. Przyjaciółki na zawsze :)
I tym optymistycznym akcentem zakończe tą nieco chaotyczną note o wszystkim ;PP
Pozdrawiam was!
Mam nadzieje, że będe teraz pisać częściej :)

Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

Myśli widzą na przestrzał, a oczy aby po wierzchu. Oczy niby patrzą, ale widzą to, co myślisz..

sobota, 06 czerwca 2009 20:21

Cześć.. Pisze, ale nie mam pewności czy ktoś jeszcze tu zagląda. Chyba pierwszy raz nie pisałam tak długo. Sama nie wiem czemu. Chyba było mi potrzebne takie oderwanie się, troche zmiany, spokoju. Nie pisałam tutaj od moich urodzin. Wiem, że dodaje notki najczęściej, gdy jestem smutna, mam doła, albo cos w tym stylu, więc teraz można zaryzykować stwierdzenie, że byłam szczęśliwa przez ten miesiąc. Tak w skrócie- Urodziny były udane. Dostarczyły mi wiele radości i ciesze sie, że zorganizowałam tą kameralną imprezke dla koleżanek, bo miałyśmy okazje pogadać, powygłupiać się..tak jak kiedyś- taki bezproblemowy świat.. Ostatni miesiąc był niezłą harówką w szkole. Wystawianie ocen, poprawki, pełno sprawdzianów i kartkówek. Były momenty, że płakałam w szkole-nie dawałam już rady. Jeszcze w pn ostatnia poprawka i może uciółam na to świadectwo z paskiem.. W rodzinie- wszystko ok, jak zawsze z resztą. Relacje z Paulą i resztą qmpeli się poprawiły. Jest na prawde fajnie. Wreszcie mam z kim wyjść, pogadać, pośmiać się. Inny świat mnie otacza.
To by było chyba na tyle. Niby miesiąć, a wcale nie działo się tak wiele rzeczy. Popadłam w rutynę, ale miejmy nadzieje, że w wakacje się to zmieni.
Wiecie co? Pisząc tą notkę jest mi przykro, że nie pisałam tutaj tak długo. Jednak brakowało mi tego bloga i wszystkich, których tu poznałam. Ciesze się, że już wszystko wróciło do normy. Blog- to jest ta część mojej rutyny, której nie chce zmieniac :)

Piosenka na dziś- Moje oczy są zielone.

Gdybym miała powiedzieć co dziś myślę o świecie,
Z prawą ręką na sercu tak szczerze.
Powiedziałabym, że jeszcze,
Jeszcze nie jest najgorzej.
Chociaż czasy do życia mamy podłe..

Mimo to, gdy wróżę z gwiazd wychodzi mi,
Że przed nami jeszcze wiele pięknych dni.

Moje oczy są nadal zielone,
W moim oknie wciąż kwitnie nadzieja.
I pełne światła są moje dłonie.
Jeszcze wierzę w drugiego człowieka.

Gdybym miała powiedzieć co mnie dziś najmocniej boli,
Powiedziałabym, że słowa nieczułości.
A gdy ktoś mnie spyta czego,
Czego się najbardziej boję,
Powiem, że samotnych nocy i wojen..



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Ahh..Ja na przyszłość mam zamiar śmiać sie, śmiać się na głos.!

piątek, 01 maja 2009 22:42
Hej.. Tak właściwie pisze, ale nie mam pojęcia po co..o czym.. Jakoś brak mi weny. Nastrój z niewiadomych powodów też gdzieś sobie poszedł. A przecież mam urodziny.. Dzień szybko minął, głównie sprzątając. Miałam też troche gości, pare sms-ow z życzeniami i pełno wiadomości o treści: "sto lat!", "wszystkiego najlepszego!" itp.. Zmęczył mnie ten dzień. Zabrał sporo sił i dobry nastrój, niestety nie dał mi nic w zamian. Nie lubie takich zagrywek! Mam nadzieje, że jutro odbiore to, co do mnie należy-optymizm, energię, chęć do czegokolwiek.. Ostatnio wszystko jest dobrze, ale jakoś nie tak jak powinno. Niby mam dobry humor, ale w głębi serca dławi mnie smutek. Niby się śmieje, ale gdy nikt nie widzi łzy napływają do oczu. Wszystko jakby z bajki, ale nagle straciło kolor.. Zła jestem sama na siebie i źle to działa na innych ludzi. Nie umiem zapanować nad sobą.! Kto mną rządzi? ;( Czekam na nowy dzień, a jednocześnie modle się żeby on nie nadszedł. Chce znów zobaczyć słońce, ale księżyc sprawia, że jest mi dobrze. Niepewność kieruje moim umysłem, a bezbronne serce się temu poddaje. I tak powstaje kompozycja radującego się serca, które straciło wiare w lepsze jutro. I znów od nowa. Chwila pocieszenia, przelotna radość, zwątpienie, smutek. Dzień, noc, dzień noc. Kto zatrzyma to, co nie istnieje? Kto zatrzyma ten pieprzony czas..?

 Piosenka na dziś- "Be yourself", Audioslave.
Ktoś rozpada się na kawałki Sypiając samotnie Ktoś zabija ból snując się w milczeniu By w końcu odpłynąć Ktoś ekscytuje się w ogródku kaplicy, łapiąc bukiet Inny kładzie tuzin białych róż na grobie By być sobą to jedyne co możesz zrobić... Ktoś znajduje ocalenie we wszystkich Inny tylko sławę, Ktoś próbuje ukryć się wewnątrz ich samolubnych umysłow Ktoś przyrzeka prawdziwą miłość Aż do końca świata A inny ucieka Odseparowany lub zjednoczony Zdrowy lub szalony By być sobą to jedyne co możesz zrobić... I nawet jesli już zaplacileś Byłeś skrytykowany albo uzyskałeś wsparcie Z każdym najmniejszym wspomnieniem dobrych lub złych obliczy losu Nie trać snu dzisiejeszej nocy Jestem pewien że wszytsko skończy się dobrze Możesz wygrać lub przegrać Ale być sobą to jedyne co możez zrobić...

Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Wyprowadzilam sie z siebie. Mieszkam teraz za darmo w kazdym z was..

wtorek, 21 kwietnia 2009 20:42
Czesc :) U mnie wszystko ok. Zycie toczy sie bez wiekszych zmian. Troche duzo nudy, ale nie narzekam. |Jakos nie mam ochoty na nawal szalonych chwil i brak wolnego czasu :) Dlugo nie pisalam i sama zastanawiam sie czemu. |Czesto wchodzilam na bloga, ale nie pisalam notek. Chyba nie mialam o czym pisac. Jak wszystko zaczelo sie jakos ukladac to z\robilo sie tak monotonnie. Byl czas, ze pisalam o smutku, albo o tym, ze chce zakonczyc to zycie i nie narzekalam na brak tematu do pisania. Teraz jestem szczesliwa. Oczywiscie smutki tez przeplataja sie z radosciami w moim zyciu, tak jak u kazdego czlowieka, ale wciaz pisze tylko, ze jest ok i nic sie nie dzieje. Bo na prawde tak jest. Czasem mam ochote cos zmienic, ale mam tez dni, w ktorych nie mam sily na nic innego- tylko lozko, ksiazka, muzyka..albo zwyczajna cisza. Duzo spokoju we mnie, ale w sercu- burza uczuc :)
A teraz moze pare zdan nt ostatnich i nadchodzacych dni :)
W ciagu ostatniego tygodnia mialam sporo sprawdzianow, na ktore wogole sie nie uczylam. Nie ukrywam, ze szczescie mnie nie opuszcza-nalapalam kilka calkiem niezlych ocen:) Mam nadzieje, ze zostanie tak do konca tego roku.
Przez najblizsze trzy dni pisze probne egzaminy gimnazjalne. Podchodze do nich na calkowitym luzie i sama nie wiem, czy to dobrze czy zle. Moze jutro zaczne sie chociaz troche stresowac, bo az mi glupio ;D
Z rodzinka wszystko ok:) Bylam ostatnio z rodzicami na zakupach- jednak z nimi tez mozna calkiem fajnie spedzic czas:)
Co do kumpeli.. tez wszystko w jak najlepszym porzadku. W sobote bylam u Pauli- spedzilysmy calkiem fajnie czas, rozmawiajac o dosc glupich rzeczach ;P Niedzielny wieczor spedzony z Aga. Znakomity! ;P Usmialam sie jak nigdy. Kocham te moje Wariatki! ;)
Ciesze sie, ze rozwinela sie dyskusja zwiazana z moja ostatnia notka, a konkretnie z religia. Nie mniej jednak..nie zmienilam zdania na ten temat :) Jednak doceniem wasze zdanie i to, ze czytacie moje notki :)
Dzis pojawil sie usmiech na mojej twarzy, gdyz liczba odwiedzjaacych przekroczyla 10000! Moze dla niektorych to wcale nie tak duzo, ale dla mnie to jest jakis sukces :) Dziekuje..
Pozdrawiam wszystkich. Postaram sie napisac cos w przyszlym tyg. :)

I płynę bezkresnym morzem tęsknoty, kołysana melodią twoich słów na falach zrozumienia. Twoje światło wskaże mi drogę pośród spiętrzonych fal szaleństwa i cieni niepokoju. Czekasz na mnie w zaułku nadziei, jestem..



Podziel się:

komentarze (7) | dodaj komentarz

A życie toczyło się dalej..

piątek, 03 kwietnia 2009 21:42
Cześć. Wiem, że pisałam niedawno, ale chyba wcześniej napisałam o wszystkim dość ogólnie. Albo może inaczej...nie napisałam tak, jak chciałam. Chyba potrzebuje czegoś więcej niż napisania "u mnie wszystko ok".. Bo chyba nie wszystko jest ok. Jakoś ostatnio mój dobry nastrój gdzieś odpłynął. Niby się śmieje i żartuje- w sumie jak zawsze- ale to wszystko jakieś takie..sztuczne, udawane. "Udaje radość, której we mnie nie ma.."
Zbliżają się święta. W domu porządki. Dziś sprzątałam, jutro chyba też będe musiała ogarnąc swój pokój. I tak właściwie chyba tylko dlatego wiem, że zbliżają się święta. Wogóle nie czuje żadnej fajnej, świątecznej atmosfery. Wszędzie tylko ciągły bieg i gra na czas, który tak na prawde nie istnieje.. Musze iść do spowiedzi i jak to zwykle bywa- nie chce. Nie potrzebuje mówienia o swoich grzechach księdzu, który najczęściej mnie opieprza i zniechęca do ponownej spowiedzi. Chyba księża, którzy na prawde potrafią zrozumieć i porozmawiać z człowiekiem istnieją tylko w filmach. Ja należe do osób, które twierdzą, iż spowiedz nie jest potrzebna ludziom, a jest jedynie wymysłem kościoła. Według mnie, skoro ludzie potrafią się modlić- co często jest nazywane rozmową z Bogiem- powinni właśnie w taki sposób wyznawać swoje grzechy. A to jaką pokutę sobie wyznaczą to już jest wyborem ich sumienia, które fakt, trzeba przyznać, często omija wszelkie sposoby karania samego siebie bez nadzoru innych ludzi. Ale i tak wszyscy zostaną osądzeni na końcu.. No nic, chyba za bardzo się zagalopowałam. Bo przecież nie o religii miała być na nota..
Relacje z dziewczynami jakoś się urwały. Tylko niekiedy pójde gdzieś z kimś na miasto, pochodzić. Ale brakuje mi chyba tej szczerej rozmowy. Mam już dość ciągłych opowiadań, które nie mają żadnego sensu i mało mnie interesują. Chciałabym żeby ktoś wysłuchał w końcu mnie! Gdyby nie ten blog, to chyba wybuchłabym z nadmiaru myśli w mojej głowie. Jeszcze pare dni temu mogłabym powiedzieć, że w końcu jakoś się układa.. Ale teraz..gdy więcej czasu spędzam w domu, leżąc i myśląc wciąż to dochodze do wniosku, że wcale nie jest tak dobrze. Wciąż jestem zła. Kłóce się tylko. Wszystkiego się czepiam. Wszystko mi nie pasuje. Sama nie umiem zapanować nad emocjami i jestem już zła na samą siebie, bo czasem mówie coś komuś i dopiero później dochodzę do wniosku, że było to zbędne i tylko zraniło uczucia człowieka. Brak mi już sił.. Chce wakacji, spokoju. Niby nie dzieje się nic, ale tak na prawde dzieje się za dużo. Nie umiem wszystkiego ogarnąc i nie daje sobie rady. Jeszcze te huśtawki nastrojów już całkiem mnie doprowadzają do szału. Dzień jest teraz coraz dłuższy i ja coraz dłużej jestem smutna. Jedyną rzeczą, z której moge się cieszyć jest to, że nie pamiętam swoich snów. Tam pewnie jest tylko to, co dobre.. bałabym się nawet za tym zatęsknić.
Chyba za dużo się uśmiechałam. Teraz przyszedł czas na smutek...



Chłopiec patrzył, jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał:
- Piszesz o tym, co się przydarzyło? A może o mnie?
Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się i powiedziała:
- To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego, co piszę, jest ołówek, którym piszę. Chcę ci go dać, gdy dorośniesz.
Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim nic szczególnego.
- Przecież on niczym się nie różni od innych ołówków, które widziałem!
- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował, zawsze będziesz żył w zgodzie ze światem.
Pierwsza cecha: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj, że istnieje dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą.
Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek trochę z tego powodu ucierpi, ale potem, będzie miał ostrzejszą końcówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu wyrośniesz na dobrego człowieka.
Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za pomocą gumki. Zapamiętaj, że poprawienie nie jest niczym złym, przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie.
Czwarta cecha: w ołówku nie ważna jest drewniana otoczka, ale grafit w środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie.
Wreszcie piąta cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Pamiętaj, że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz.



Podziel się:

komentarze (8) | dodaj komentarz

I po co ta walka? Miłości nie uciekniesz, więc poddaj się jej.. :)

wtorek, 31 marca 2009 21:15

Witam :) U mnie wszystko w jak najlepszym porządku.. Upragniona wiosna wreszcie przyszła, słonko znów budzi mnie rano.. Myśle, że nie tylko mi jest przyjemnie z tego powodu :)
Jeśli chodzi o rodzinke- wszystko jest ok :) W sb byłam z siostrą i szwagrem na konciercie. Było na prawde super :)
Jeśli chodzi o qmpele- w miare dobrze. W niedziele była u mnie Paulina, wczoraj Justyna- nie nudziłam się :)
O serduchu chyba wspominać nie musze ;)
Tym razem nie będe się rozpisywać tak, jak ostatnio, gdyż nie bardzo mam o czym.. No i wspomniane w ostatniej notce lenistwo mnie ogarnia..;P Odezwe się niedługo.
Pozdrawiam..

Na szlaku przeznaczenie trwa
A jest nim walka
Twój miecz nie pozna smaku rdzy
Zalśni od krwi

I jeszcze jedno prawo twe
To niespodzianka
Ktokolwiek się sprzeciwi jej
Przeznaczony mu miecz

I chociaż płonie serce twe
Ona ci niepisana
Tak kończą się pożary serc
Oceanem rozstania
Oceanem rozstania
Oceanem rozstania...

Gdy pytasz, co zrobiłeś źle
Wciąż zadajesz pytania
Oszukać przeznaczenie chcesz
I spotyka cię kara

Twój los już napisany jest
Twe daremne starania
Jak kamień, co rzucony chce

Gwiazdą w niebie się znaleźć?


I sam przed sobą wstydzisz się
I po co ta walka
Miłości nie uciekniesz więc
Poddaj się jej...



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Póki oddycham, nie tracę nadziei :)

poniedziałek, 23 marca 2009 11:21
Witam :) U mnie bez zmian. Wszystko jest ok, chodziaż przez ostatni tydzień przeżyłam mały kryzys w domu- pokłóciłam sie z siostrą..no i z Grześkiem, ale sytuacja opanowana :)
Ostatni weekend spędziłam całkiem miło, chociaż bez żadnych rewelacji. W piątek prosto ze szkoły do lekarza, jak wróciłam, odrobiłam lekcje, posprzątałam pokój i wpadła do mnie koleżanka :) Faktem jest, że to ona więcej mówiła ode mnie, ale i tak mile spędziłam czas.. :) W sobote zrobiłam sobie dłuższy spacer do babci i chyba dobrze mi to zrobiło :) Doszłam do wniosku, że więcej czasu musze spędzać na świeżym powietrzu, ale zdala od miasta.. Chyba wcześniej nie dostrzegałam uroków wiejskiego klimatu :)
Sobota była dniem rozmaitych wizyt.. wpadłu 2 ciocie, wójek, do tego dodać moją rodzinke- w sumie 8 osób- było na prawde miło..i śmiesznie :)
Niedziela.. jak co tydzień wizyta w kościele, a popołudmie spędzone z rodzinką :)
Jak już wspomniałam- moj weekend to na prawde nic specjalnego, ale miał w sobie coś, co sprawiło, że wcale się nie nudziłam i mile spędziłam czas :) ..pomimo, że spędziłam go z dala od 'przyjacół' ;]
Obecnie jestem w szkole- pisze note tutaj, bo w domu ogarnia mnie lenistwo i nic nie chce mi się robić ;P Mam nadzieje, że wiosna już niedługo na dobre zagości za naszymi oknami i wszystkim pozytwnie uderzy do głowy! :)
A tak całkiem odbiegając od tematu..czytaj poraz kolejny "Małego księcia" :) Być może..a nawet na pewno, ta książka u wielu ludzi uchodzi za bajeczkę, ale dla mnie jest wyjątkowa. Ma w sobie historie każdego człowieka. I chociaż nie mam zwyczaju czytać ksiązek po kilka razy, z tą książką będzie inaczej :) Zaraz po zakończeniu tej lektury 'biorę się' za "Zahira", który leży u mnie na półce już prawie miesiąć! :P To jedna z niewielu ksiązek Coelho, których jeszcze nie przeczytałam :) Bardzo lubie twórczość tego poety i baaardzo ją polecam :) Idealna literatura na wiosenne popołudnia ;P
Ten tydzień będzie luźniejszy od ubiegłego, więc może odezwę się jeszcze przed początkiem następnego poniedziałku ;)
Tak w skrócie- w tym tyg mam tylko 2 sprawdziany, nie zapowiada się zadne pytanie, ani kartkówki, więc zostaje tylko odrabianie prac domowych i uważne słuchanie nauczycieli na lekcjach ;D No dobra..nie czarujmy i zostańmy tylko przy pracach domowych ;)
W sobote koncert!!! Już nie moge się doczekać :)
Chyba pora zakończyć note, bo troche namotałam na różne tematy ;P
Cytat "z pamiętnika zagubionej literatki"..

"Od pewnego czasu
przygotowuję się do zmartwychwstania.
Nie wiem na jakim etapie jestem,
czy upadłam pierwszy raz,
czy mam już wszystkie za sobą.
To bez znaczenia,
kiedy próba dźwigania siebie
jest niekończącym się upadkiem.
Ponieważ nie lubię leżeć bezczynnie,
podnoszę się
i wycieram strużki tuszu z policzka
by nadstawić drugi.
Zasadniczo na tej drodze stoję w miejscu,
ale czasem udaje mi się
przesunąć niemilowym krokiem do przodu
a może do tyłu-
Wszystko zależy od stopnia dezorientacji
żeby sie ukierunkować
moją prawa stronę nazwałam Szymon,
a lewą Weronika
bo zapomniałam własnego imienia.."



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Licz swoje błogosławieństwa, nie problemy!

poniedziałek, 16 marca 2009 19:17
Witam :) Notka będzie krótka, gdyż nie mam pojęcia o czym napisać :) I pisze właściwie tylko dlatego, żeby dać znać, że żyje, wszystko jest ok i mam nadzieje, że w najbliższym czasie to się nie zmieni :)
Z kumpelami wcale nie jest ciekawie jakby się to mogło wydawać. Piątkowy wieczór, owszem, był cudowny, ale to tylko jeden dzień. Później znów wszyscy zapomnieli o małej, biednej Kruszynie..ale nic z tego! Nie będzie dziś użalania się nad sobą ;] Liczą się Ci, co pamiętają zawsze! ;*
W szkole jest ok. Jakoś daje rade. Ten tydzień dość cieżki. Codziennie jakieś kartkówki, sprawdziany, dyktanda.. A ja jak to zwykle bywa w domu nic się nie ucze ;P No nic..mam nadzieje, że szczęścia mi nie zabraknie :)
W domu też jak najbardziej wszystko ok. Mój chrześmiak, syn mojej siostrzyczki, Maciuś- zaczął chodzić! :) Ogólnie panuje miła, radosna atmosfera.. No i moja ukochana siostrzyczka regularnie mnie rozśmiesza. Może dlatego mój nastrój nie spada ;P
Jeśli chodzi o sprawy serduszkowe to chyba nie musze nic mówić :) Wiecie, że jest ok ;***
Jednym słowem (no może nie jednym ;P)- WSZYSTKO MI SIĘ UKŁADA!!!
Pozdrawiam odwiedzających! Odezwe się niedługo.. ;*
Dodam jeszcze cytat Coelho. Może nie jest zbyt optymistyczny, ale prawdziwy :)
"Co śmiesznego jest w człowieku...
Zawsze myślą na odwrót: spieszy im się do dorosłości, a potem wzdychają za utraconym dzieciństwem.
Tracą zdrowie, by zdobyć pieniądze, potem tracą pieniądze, by odzyskać zdrowie.
Z troską myślą o przyszłości, zapominając o chwili obecnej, i w ten sposób nie przeżywają ani teraźniejszości, ani przyszłości.
Żyją, jakby nigdy nie mieli umrzeć, a umierają, jakby nigdy nie żyli."

Nota troche się przedłużyła, ale niech tam..;P

Podziel się:

komentarze (1) | dodaj komentarz

I spraw, by moja miłość pozostała odważna i czysta. Wiecznie żywa..

niedziela, 08 marca 2009 21:58
Cześć. Coż..smutek jak każdy inny minął. Już nie płacze. Przeszło mi.
W piątek byłam na jednodniowej wycieczce. Było nawet fajnie. Znów jak kiedyś łaziłyśmy wszędzie z dziewczynami, razem, znów całą paczką. Później po powrocie poszłyśmy na pizze, pogadałyśmy, pośmiałyśmy się. Chyba właśnie tego było mi trzeba. Pobyć z ludzmi, zwierzyć sie bez obawy, że będą plotkować, albo że lepiej nic nikomu nie mówić. Teraz jest mi lepiej. Dziękuje;*
Ale moje szczęście zawdzięczam chyba nie tylko piątkowi i dziewczynom. Pamiętacie pewnie-pisałam wam o Grześku. O chłopaku, z którym rozmawiam od 9 miesięcy.. No więc, chyba już się wszystko wyjaśniło. Jeszcze niedawno byłam w dołku i zastanawiałam się, po co wogóle ta cała znajomość? Strata pieniędzy. Strata czasu. Często nawet i łzy. Po co to wszystko? Teraz już wiem. Od początku nie wierzyłam w przyjaźń pomiędzy dziewczyną, a chłopakiem i tak na prawde nie miałam pojęcia jak nazwać moją znajomość z Grzeskiem. Dość niedawno zaczęłam rozmyślać nad swoimi uczuciami. Co tak właściwie do niego czuje? Czy tylko go lubie? Lubie tak jak każdą inną osobe? Doszłam do wniosku, że chyba jednak nie. Mam do niego zaufanie. Tak. Mimo to, że nie ufam ludziom, jemu zaufałam. Gdy z nim pisze, wiem, że nie jestem już sama. Że mam kogoś. Może to nie ten wymarzony związek, codzienne spotkania, pocałunki.. Zawsze będzie czegos brakowało, ale wierze, że z czasem jakoś się to ułoży. Myślałam też, czy to aby nie jakies zwykłe zauroczenie, ale zauroczona byłam wiele razy.. Jednak nigdy nie czułam czegoś podobnego. Wiedząc, że ktoś mnie kocha, i że ja odwzajemniam to uczucie, czuje sie taka pełna wiary. Wiary we wszystko. W jakieś pozytywne zmiany. W lepsze jutro. I czuje sie szczęśliwa.. Jednak dla kogoś jeszcze coś znacze.
PS. Mam do was pytanie.. Prosze, żeby odp mi każdy kto przeczyta tą note..
Co myślicie o miłości w tym wieku? Czy to wogóle możliwe?
Potrafie kochac?

Pozdrawiam.

Podziel się:

komentarze (4) | dodaj komentarz

Zwisające bezwładnie ręce, na nich nożem cięte rany..;(

czwartek, 26 lutego 2009 21:37
Cześć. Jest tragicznie. Dokładnie jak w ferie rok temu. Nie mam siły. Jedyne na co mam ochote to na jakiś długi sen.. Śmierć..
I mam ochote na płacz. Zresztą..i tak ciągle płacze. Nie robie nic- tylko siedze i płacze. Tak właśnie wygląda moj wolny czas od nauki. Po za prawie codziennymi wyjazdami do lekarza nigdzie nie wychodze. Nawet jakbym chciala to nie mam gdzie..z kim.. Płacze nawet pisząc ta notke. Może pomyślicie, że zwyczajnie użalam się nad sobą, ale..na prawde strasznie sie czuje :( Przed rodziną ok-troche udaje, ale czasem naprawde mam dobry nastroj.. W środku tak na prawde wciąż mi źle. Pisze note, bo nie mam przyjaciól, nie mam nikogo, komu mogłabym to wszystko powiedzieć. Zostałam sama. Ludzie tylko obgadują mnie, wyśmiewają. Ja- wciąż naiwna, łatwowierna, wrażliwa. Wierze.. I poźniej cierpie. Czasem myśle, żę ubieram się na czarno, bo traktuje to jako żałobe- ta szczęśliwa, kiedyś uśmiechnięta Ja już umarła..na zawsze zniknęła. Anioły, przyjaciele- ich też już nie ma. Kiedyś jeszcze wierzyłam, ale teraz?- teraz już wiem, że nie warto.
Nie będe już nic pisać..sama nie wiem, co jeszcze moge wam powiedzieć.
Jest źle..

Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

Bo całe nasze życie to nie te długie lata, A tych kilka krótkich dni i tych pare chwil, Z których niby nie wynika nic..

czwartek, 12 lutego 2009 17:37
Cześć.. Od razu mówie, że nie jest lepiej.  Jest źle! A może nawet i gorzej niż ostatnio.
Nie pisałam długo, bo nie było o czym. Jestem ciągle zła, smutna, ze wszystkimi sie kłoce i najchętniej usiadłabym w kącie i płakała cały dzień-porazka!;(
Jakie powody? No cóż.. serce zostawmy w spokoju, bo to chyba zawsze był, jest i będzie powód do smutku. Powiem tylko tyle, że mam pewne obawy, czy aby znów nie trafiłam na niewłaściwą osobę.. Dużo pytań, na które brak odpowiedzi.
Po za tym.. Mimo tego co się kiedyś wydarzyło myślałam, że jednak mam przyjaciółke, na której zawsze moge polegać.. Tym czasem- myliłam sie! Tak na prawde jestem tylko sama! Chyba dziś już wystarczająco zrozumiałam, że nie warto być naiwna i ufać. A co najważniejsze, nie warto być na każde czyjeś zawołanie- jak zwykła szmata! Koniec! Ona sie nie odzywa- ja też.. I mam niektore osoby w d****!
Dobrze, że jeszcze tylko jutro i ferie, bo już nie daje rady.. Nie mam siły na nic. Nie ucze sie, lekcje odrabiam poźno, albo w szkole. Dziś nie poszłam na zajęcia- był sprawdzian i kartkowa i oczywiście nic nie umiałam. A co do ferii..mam ful nauki..i właściwie 2 tygodnie wolnego czasu. Nie będe miała z kim wyjść na miasto, więc spokojnie moge cały czas zagospodarować na nauke, czytanie książek i ćwiczenia.
Ogolnie wszystko idzie nie tak. Ten rok miałbyć lepszy..ale niestety taki nie jest.
W sb jest impreza w szkole. Ide tam, ale nie wiem, czy zostane do końca. Będzie beznadziejnie. Najchętniej wogóle nie wychodziłabym z domu.. Pewnie nawet nie będzie z kim potańczyc.
Chyba tyle miałąm do napisania..
Chciałam tylko jeszcze was przeprosic, że nie odwiedzam i nie komentuje notek, ale na prawde nie mam siły.. :(
Odezwe się kiedyś..


*************************

 

W kilka chwil wszystko moze nagle zniknąc. Możliwe, że odejde, odpłynę w ciemność mroku. Nie bedzie nikt pamiętał, nie bedzie miał łez w oku. Nikt nie będzie tęsknił, nikogo to nie ruszy. To jednak nie jest ważne, gdy słowa płyną z duszy. I może zasne kiedyś i nie obudze rano. Co ma być to bedzie, będzie co mi dano. Śmierć każdego znajdzie, na każdego czeka. Śmierć potrafi zmienić, całe życie człowieka. I tylko ten kto zna, kto czyjąś śmierć odczuje. Kto wie, jak to jest, gdy kogoś nam brakuje. Kto żyje wspomnieniem, kto nosi je w sobie. Bo ono nie wyblaknie jak wieniec na grobie...



*************************.



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

Szczęście to ulotna chwila, która skrapla się i spływa po policzku..

środa, 28 stycznia 2009 18:26
Udaję radość, której we mnie nie ma, ukrywam smutek, żeby nie martwić tych, którzy mnie kochają i troszczą się o mnie. Niedawno myślałam o samobójstwie. Nocą, przed zaśnięciem, odbywam ze sobą długie rozmowy, staram się odegnać złe myśli, bo byłaby to niewdzięczność wobec wszystkich, ucieczka, jeszcze jedna tragedia na tym i tak już pełnym nieszczęść świecie.
Czarownica z Portobello.
To słowa, które idealnie odzwierciedlają to, co czuje.. Umiem je streścić w jednym wyrazie- dół !!!

Podziel się:

komentarze (6) | dodaj komentarz

Nie prowadz poszukiwań samotnie,bo jeśli zrobisz fałszywy krok, nie będzie nikogo, to by Ci mógł pomóc..

niedziela, 18 stycznia 2009 22:09

Cześć. U mnie chyba nic szczególnego się nie dzieje. Każdy dzień przypomina poprzedni i strasznie mi sie to nudzi. Już nie moge się doczekać feri- może wtedy się coś zmieni. Ale przejdzmy do tematu przewodniego tej notki..
Mianowicie, chciałam się podzielić z wami moimi opiniami na temat znajomości między dziewczyna, a chłopakiem..A konkretnie między mną, a Grześkiem. A więc, może najpierw opisze tą naszą, nieco krótką i bez większych rewelacji historię, a pożniej przejde do pytań, które mnie dręczą od paru tygodni..
2 sierpień 2008-ognisko u kumpeli. Byłam z koleżankami, prawie nic nie piłam, nic nie jadłam. Tańczyłam. Było nawet fajnie. Wpadł mi w oko jeden chłopak, a właściwie facet. Był starszy. Później wypytywałam o niego troche Justyne (organizatorke ogniska) ale nie dowiedziałam się niczego sensownego. A jednak jego osoba wzbudziła we mnie zainteresowanie..
9 sierpień 2008-napisałam do niego. Sama nie wiem, po co. Było poźno, ok 22. Nudziło mi się, nie mogłam zasnąc. Napisałam do niego pod pretekstem zapytania "Czy jest u Ciebie ognisko?". Oczywiścia nawet jakby było to i tak bym nie przyszła- leżałam już w łóżku.. Jeszcze tej samej nocy wiedział o mnie więcej niż nie jedna osoba, z którą znam się od lat..
30 sierpien 2008-kolejne ognisko u Justyny. Przyszłam na nie..z nim. Niby nie planowaliśmy wspólnego wyjścia, ale ostatecznie czekałam pod jego domem, aż wyjdzie.. Nasz widok chyba nie jedną osobę zaskoczył, nie dziwie się-ja 14 lat, on-..24..
22 grudzień 2008-przyjechał do mnie. Wszystko stało się tak szybko, nawet nie wiem kiedy się zgodziłam na jego przyjazd. Rodzice byli zaskoczeni, ale wszystko poszło ok. Gadaliśmy pare ładnych godzin..
24 grudzień 2008-przyjechał po raz kolejny. Tym razem obejrzeliśmy film..2 filmy. Też rozmawialiśmy - nic po za tym..
**grudzień 2008-nie pamiętam dokładnej daty.. To chyba był 29, ale nie jestem pewna. Znów przyjechał. Ale nie działo się nic specjalnego. Lepiej nam się rozmawiało. Chyba się troche do siebie zbliżyliśmy. Po tym spotkaniu napisał, że miał ochote mnie pocałować, ale bał się mojej reakcji- i tak na prawde po tym sms-ie pojawiło się wiele pytań i wątpliwości..
Jeszcze wcześniej, w sierpniu, albo we wrześniu- nie pamiętam już kiedy to było, napisał mi, że mnie kocha.. Pozniej wytłumaczył się, że był pijany, ja też już o tym nie myślałam. Uwierzyłam w jego słowa, a jednak to wyznanie wciąż chodziło mi po głowie..
Po jego przyjezdzie, do mnie , do domu..rodzice i wogole cała moja rodzina mysleli,  że jesteśmy parą. Ale to nie prawda.. Sama nie wiem, jak nazwać ta znajomość..
On wciąz pisze, że ma mnie ochote przytulić, pocałowac..Ale przecież to tylko mój kolega. Przynajmniej tak myśle.. Moja siostra twierdzi, że nawet jeśli on nie jest moim chłopakiem, to na pewno chciałby nim być.. A ja już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myślec..
Wiem na pewno, że ten człowiek w jakiś sposób odmienił moje życie. Poczucie, że ma się "obok" kogoś bliskiego jest na prawde ważne.. Przynajmniej dla mnie- dla tej, która nigdy takiego poczucia nie miałą szansy doświadczyć..
Czasami, gdy leże na łózku i mysle o nim..co by było, gdybysmy mieli być parą mówie sobie "przecież dzieli nas tylko 22 cm, 10 lat i 100km" ale po chwili dodaje "Nie. Dzieli nas aż 22 cm, 10 lat i 100km"..

Pozdrawiam..



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Miałam wszystko, oprócz tego, czego pragnęłam najbardziej. Dlatego nie miałam nic..

sobota, 10 stycznia 2009 23:17
Cześć.
Długo nie pisałam. Właściwie to jeszcze nie dodałam notki w tym roku, sama nie wiem czemu. Może to poprostu brak czasu i zmęczenie, a może zwyczajnie nie miałam o czym pisać..
U mnie nic nowego. W szkole jakoś leci, w domu też ok. Ostatnio łapie jakieś doły. Ten rok w szkole zaczął się fajnie, załapałam dużo dobrych ocen i w sumie jestem na prosto.. Ale wewnątrz nie czuje się dobrze. Cos jest nie tak. Wciąz jakieś pytania chodzą mi po głowie. Nawet nie umiem wyjaśnić, dlaczego jest mi smutno. Tak na prawde nie mam pojęcia, co dalej napisać.. Mam nadzieje, że coś się zmieni, że poczuje się choć troche lepiej, bo nie chce być smutna. Nie teraz..
Odezwe się kiedyś. Być może napiesze bardziej sensowną notke- mam taką nadzieje..
Pozdrawiam.

Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Wcale nie szukasz światła. Chcesz się upewnić, że nie ma nic po za ciemnością..!

środa, 31 grudnia 2008 9:27

Cześć.. Może zaczne od siebie. A więc.. mam podły nastrój. Nigdzie dziś nie wychodze-usprawiedliwiam się tylko błędnym twierdzeniem, że "nie mam z kim, ani gdzie iść". Ale tak na prawde mam z kim iść, mam też gdzie iść. Po prostu chyba potrzebuje spokoju. W sumie nie dostałam żadnej sensownej propozycji- wszędzie tylko pełno ludzi, głośna muzyka..i liczy się tylko to, kto więcej wypije. Jak dla mnie to nie jest wymarzone miejsce na dzisiejszy wieczór, tak więc zostaje w domu. Włącze muzyke, smutną..być może popłacze. Może nawet zaszaleje i zainwestuje w truskawkowego Picolo. Dlaczego? Bo właśnie taką mam ochote. Stworzyłam dla was świetne porównanie.. Rok temu również pisałam o sylwestrze- o tym samym dniu, co dzisiaj..tylko rok temu. Świetna okazja, by cofnąć się troche wstecz i przeczytac. Jakie wnioski wyciągniecie z tych dwóch notek? Jak usłyszałam pierwszy raz te słowa, kłuciłam się z nimi, według mnie były nieprawdziwe. Wiele razy już je pisałam na tym blogu, lecz chyba tak na prawde nie było poważnego powodu do rzucania bezwiednie tych słów na wiatr. Teraz jest..Po przeczytaniu tych dwóch notek można śmiało stwierdzić, że "Czas niszczy wszystko".. Zniszczył również i mnie. Kiedyś: lubiła zabawy, w zasadzie żadnej nie opuszczała, lubiła się napić, troche zaszaleć, nie bała się ludzi, chętnie nawiązywała nowe znajomości, jej jedynym problemem było znalezienie odpowiedniego paska, tak by pasował do bluzki, wybór tych wszystkich kolorowych ciuszków,tak, by wszystkie do siebie pasowały- to były niegdyś problemy. Wciąż sie śmiała, miała kogoś bliskiego- czasami chłopaka, czasami zwykłego qmpla, oczywiście miała wielu przyjaciół- a jakże. To nic, że kłamali, obgadywali ją, śmiali się z niej! To nic! Miała ich- to jest ważne.. Żałosne, tak wiem. Ale teraz? Teraz nie jest wcale lepiej. Dziś: unika imprez. Spotyka się wciąz z tymi samymi osobami i nie chce poznawać już innych ludzi z obawą, że mogą ją okłamać, oszukać- jak to zazwyczaj się działo w przeszłości. Wciąz naiwna. Wciąż walczy z problemami, kłuci się, częściej płacze, niż śmieje. Coraz częściej rozmyśla na temat sensu życia. Jeszcze częściej po prostu wątpi w ten sens. Nie ma przyjaciół. Ma tylko kolezanki, które piszą- owszem. Odzywają się do niej, ale tylko wtedy kiedy same mają problem. Już nie raz się o tym przekonałam. A więc, dlaczego się jeszcze z nimi kumpluje? Bo, gdy mam ochote gdzieś wyjść, pogadać- nie mam nikogo. Tylko te zadumane w sobie dziewczyny, dla których najmniejszy problem jest powodem do płaczu. Próbuje wszystkim pomagać, lecz mi nikt nie umie pomoc. Nie. Mi nikt nie chce pomóc. Osoby, które mnie znają i czytają tą notke pewnie pomyślą, że lamentuje, że to nie prawda, co tu pisze, bo wokól mnie jest pełno ludzi. Tak?! Jakich ludzi?! Kiedy oni się zjawiają?! Bo ja widze ich tylko wtedy, kiedy mają łzy w oczach i najchętniej chcieliby skończyć z życiem. Wtedy najłatwiej jest poprosić o pomoc zaufanego człowieka, który nikomu o niczym nie powie-bo nawet nie ma komu! Właśnie tak najprościej jest zrobić. Bo i po co mamy sami rozwiązywać nasze problemy, skoro ktoś inny może nam w tym pomoc?! Ja nauczyłam się sama. Wszystko sama. Sama płakać, sama ze sobą rozmawiać, sama wychodzić na miasto, sama chodzić po ciemnych ulicach, sama chodzić do kościoła, sama siedzieć na korytarzu, sama.. Milczenie jest czasami największym krzykiem o pomoc. I boje się przyszłości. Bo, gdy będe potrzebowała na prawde pomocy to nikt nie przyjdzie.
 Dlaczego teraz o tym wszystkim pisze? Bo to chyba najbardziej odpowiedni moment. Za parenaście godzin będziemy mieć Nowy Rok. Niektórzy właśnie w Nowym Roku pokladają całą swoją nadzieje na spełnienie marzeń.
"Uświadomiła sobie, że istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli."
Życze Wam, abyście nie bali się realizować swoich marzeń. Sobie również tego życze.
Szczęśliwego Nowego Roku.
Pozdrawiam.



Podziel się:

komentarze (3) | dodaj komentarz

Spróbuj po prostu żyć. Rozpamiętywanie jest zajęciem starców..

wtorek, 23 grudnia 2008 16:28

Gdy tak ciemno i cicho lubie rozpamiętywać, co działo się w przeszłości..albo próbować odgadywać przyszłośc. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale za każdym razem rozpamiętuje i wyobrażam sobie inne rzeczy. Być może ma to jakiś związek z moim nastrojem. Nie wiem..nie ważne. W życiu są rzeczy, których nie trzeba wyjaśniać do samego końca. W sumie dowiedziałam, się tego niedawno, lecz najwidoczniej tak właśnie miało być, I gdy tak rozmapiętuje przeszłość jestem spokojniejsza, że niektóre rzeczy się do końca nie wyjaśniły.. I nie rozumiem niektórych wydarzeń - "dlaczego tak, a nie inaczej?". Jednak lubie je wspominać. Najprawdopodobniej jest mi to potrzebne. Jeszcze niedawno myślałam, że rozpamiętuje, dlatego, aby coś wyjaśnić, dac temu kres i nie wracać do tego nigdy więcej. Lecz w tych chwilach oddalania się od rzeczywistości pojawia się też myśl, a raczej jakiś sprzeciw, albo pretensje do samej siebie, dlaczego nie umiem żyć ot, tak sobie.. Odizolowując się od przeszłości, wciąż zaczynając coś na nowo. Może to nie jest proste, bo nasze życie po prostu nie zawsze nam na to pozwala, ale wielu ludziom się udało, więc czemu ja nie mogłabym spróbować? Czemu nie moge choć raz zaryzykować w swoim życiu, zapomnieć o dawnych błędach i żyć..po prostu żyć..? Czyżbym znów się bała?

"Inny jest tym, którym nauczono mnie być, ale to wcale nie ja. Inny wierzy, że powinnością każdego człowieka jest przez całe życie głowić się jak zgromadzić pieniądze, by na starość nie umrzeć z głodu. I człowieka tak bardzo pochłaniają myśli i plany na przyszłość, że przypomina sobie o życiu dopiero wtedy, gdy jego dni na ziemi są policzone. Ale wówczas na wszystko jest już za późno."
Paulo Coelho- Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam.



Podziel się:

komentarze (2) | dodaj komentarz

 1234  »

Zdjęcia w galeriach.


sobota, 28 stycznia 2012

Mój blog odwiedziło:  35 615

Czas niszczy wszystko..

« styczeń »
pn wt śr cz pt sb nd
      01
02030405060708
09101112131415
16171819202122
23242526272829
3031     

Wyszukaj

Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:

Subskrypcja

Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:

O moim bloogu

Może to jest oderwanie się od świata. Może jakaś spowiedz, dająca mi ulge. Albo po prostu rozmowa. Tak już jest, że chce wszystko zapamiętać. Nie mam zamiaru przegapić tych chwil mojego życia-ciężk...

więcej...

Może to jest oderwanie się od świata. Może jakaś spowiedz, dająca mi ulge. Albo po prostu rozmowa. Tak już jest, że chce wszystko zapamiętać. Nie mam zamiaru przegapić tych chwil mojego życia-ciężkich chwil. Nie chce zapomnieć o radosnych momentach, których może nie ma wiele, ale napewno mają dla mnie znaczenie. Tak właśnie chyba sobie pomagam. Wiem, że nikomu nie moge powiedzieć wszystkiego, co zapisane jest tutaj. Moge jedynie mieć nadzieje, że choć kilka istot zdoła zrozumieć moje niepoukładane myśli i nieco pochopne i głupie zagrywki. A może nikt nie zrozumie? Ważne, że znajduje ukojenie i troche spokoju. Troche tej inności, która tak bardzo nie pasuje do reszty świata. Właśnie dlatego zatrzymuje czas na tym blogu. I pisze..

schowaj...

Tylko Ja..

Mam za sobą 17 wiosen. Każdego 1 maja budze się i mówie "dziś mija kolejny rok mojego życia". I każdego 1 maja zaczynam od nowa.
Jestem otwarta na nowe znajomości. Naiwna, wciąż bojąca się samotności i odrzucenia . Romantyczka, cały czas, nieustannie czekająca na lepszy dzień.
Wierze w Boga, ale Bogu- już nie.
Z pozoru posiadam prosty, udany życiorys, lecz w głębi jest on zawiły i pełny końców świata.
Wierze w przeznaczenie, w 2. połówke, własną legendę i życie po śmierci. Nienawidze kłamstwa, zdrady i zazdrości.
Kocham zachody słońca, gwiazdy i księżyc. Lubie wiosne. Jestem uzależniona od muzyki. Czasem rozmawiam z ciszą, a czasem razem z nią milcze.
Lubie czytać ksiązki i tańczyć. Posiadam wciąż niespełnione marzenia i wiare w ich spełnienie.
Ubierająca się na czarno, mała, drobniutka ja, nawet często uśmiechająca się, walczę z tym wielkim i pełnym pułapek światem, który wciąż łapie mnie w swe sidła i zmusza, bym znów walczyła i dała się wyzwolić.
Tajemnica tkwi w tym, że jestem po prostu sobą.

Zabłąkane dusze |||

Ostatni wpis w księdze:

  • data: 29.01.2009 17:55:34
  • autor: Madź
  • treść: ten opis ciebie... k...

Tyle Was tu było ...

Odwiedziny: 35615
Wpisy
  • liczba: 164
  • komentarze: 227
Galerie
  • liczba zdjęć: 27
Pamiętnik prowadzę od: 1491 dni

Wizytówka


reniasus

Horoskop

Byk

Dzisiejsza sobota niesie dobre dla Ciebie wibracje. Jednak najprzyjemniej będzie na kanwie miłosnej, w uczuciach i w związku. Gonitwa ostatnich dni mogła nadwerężyć wzajemne relacje i układy. Zatem to doskonała okazja, aby wszystko wróciło do normy

więcej na horoskop.wp.pl