Buntuję się. Decyduję. Zmieniam. Odnajduję siebie. Idę. Działam. Budzę się. Doświadczam. Podnoszę się. Marzę. Zwyciężam. Odkrywam. Wymagam. Myślę. Wierzę. Krzepnę. Rozwijam się. Pytam. Jestem.
Witam. Długo nic nie pisałam, bo... Chyba nie miałam na to ochoty. To akurat jest mało ważne. Ważne jest to, dlaczego napisałam tu teraz.
Dzisiaj w szkole odbyła się moja wigilia klasowa. Wszyscy życzyli mi dużo zdrowia i szczęścia. Właśnie..szcześcia. "Wesołych świąt!". Żenujące. Od ponad tygodnia obserwuje umierającego Dziadka, jednak dziś w klasie z uśmiechem na buzi odpowiadałam "Ależ dziękuje. Wzajemnie..!" W połowie lekcji pobiegłam do szpitala, żeby zobaczyć go może ostatni raz. Po drodze mama przez telefon oznajmiła mi "Jedziemy po garnitur dla Dziadka." To już? Przecież on żyje.. Może wydobrzeje. Ma już wszystko gotowe na pogrzeb?! A święta..? Przecież nie może umrzeć w święta..
Nie wiem od ilu godzin jestem już w domu, ile spałam, a ile przepłakałam. Od płaczu ratuje mnie bezsensownie wpatrywanie się w jakąś rzecz. I myślenie o totalnej pustce. Gdy tylko mrugne oczami i pomyśle o czymkolwiek innym- płacze..
Może jestem zbyt wrażliwa. Może zbyt sentymentalna, zbyt gwałtowna, zbyt skłonna do hiperbolizacji. Może czasem jestem zła i głupia. Możliwe.
Możliwe, że jeszcze wyzdrowiejesz. Zobaczysz..
Wszystko będzie dobrze, Dziadku.
PS. Gdybym miała zapomnieć-dziękuje za wszystkie róże na Dzień Kobiet, które od Ciebie dostałam i które napewno jeszcze mi dasz..
Wakacje mijają, a ja wciąż mam obawy, że przelecą mi przez palce jak woda. Staram się coś robić, nie siedzieć bezczynnie, ale szczerze mówiąc, nie wychodzi mi to najlepiej. Chyba jeszcze nie odpoczęłam na tyle, żeby zacząć robić więcej niż nic.
Sercątko..żyje. Czy ma się dobrze? Sama nie wiem. Ale w ciągu ostatnich kilku dni buzia uśmiechnęła się wiele razy. Myślę, że jest dobrze. A napewno lepiej niż było. Nie zawsze udaje mi się przespać całą noc i zasnąć z suchą poduszką.
Czy lubie być smutna? Nie, raczej nie. Chyba nie panuje nad tym. Moje nastroje są na tyle niekontrolowane, że czasem sama siebie pytam, dlaczego taka jestem-smutna, zła, rozczarowana. Chciałabym czerpać jak najwięcej z tego, co mam, a tym czasem często łapie się na tym, że wciąż oczekuje czegoś więcej. Nie umiem nic doceniac.
Sama dziwie się sobie, że potrafie aż tak bardzo narzekać. To straszne.
Gdybym miała 24h tylko dla siebie i mogłabym wtedy robić co tylko zechce, co bym zrobiła? Gdzie bym pojechała? Z kim chciałabym się spotkać? A wreszcie-kto znalazłby dla mnie czas? Byłabym sama?
Obawiam się, że ten dzień nie różniłby się niczym od teraźniejszych dni. Co nie oznacza, że te teraźniejsze są moimi wymarzonymi.
Chciałabym iść na łąke, rozłożyć wielki, kolorowy koc na jasnozielonej trawie, położyć się, poczuć miekkość pod plecami i zapach kwiatów w powietrzu. Oddychać głęboko i nie martwić się, że słońce niedługo zajdzie.. Sama..? Nie, oczywiście, że nie sama. Ale zastanawiam się, czy to już nie zalicza się do surrealistycznych wyobraźni. Moja łąka chyba zarasta chwastem. A i słońce tak szybko zachodzi. Nawet nie za horyzont, ale za gradowe chmury. I nikogo ze mną nie ma. Oto rzeczywistość..
***
Kilka słów... powiedzianych przez telefon włożonych w kopertę wysłanych na adres kogoś kto samotność zna bardzo dokładnie na każdej drodze potyka się o nią czasami wystarczy kilka chwil skradzionych ciepło czyjejś dłoni pochwycone w biegu czyjś uśmiech znany wyłowiony w tłumie który wracał będzie nocą bezsenną kiedy gwiazdy płaczą do szczęścia trzeba tak bardzo niewiele wystarczy że będziesz na odległość ręki na głębokość wzroku na słyszalność serca wystarczy że słowa wyrosną jak mosty chyba najtrudniej spełnić marzenia te najbardziej proste.
Trzy miesiące odpoczynku? Raczej nie.. Męczarnia już za mną. Ale z każdą sekundą mam wrażenie, że dopiero przede mną. Nadmiar wolnego, niezaplanowanego czasu doprowadza mnie do szału, a brak umiejętności organizacji daje się we znaki. Jestem bezradna wobec mojego kalendarza.
Zdałam. Jestem już w drugiej klasie i jestem z tego dumna. Jeśli pozostałe dwa lata będą równie nieznośnie to może jakoś zniose to piekło-w końcu przeżyłam ten rok. Ale z roku na rok jest coraz gorzej. Boje się.
Przeraża mnie fakt, że nadejdzie dzień, w którym zostane całkiem sama. Że nie będe miała komu o czymkolwiek powiedzieć, albo pokłocić się-bo to chyba wychodzi mi ostatnio najlepiej. Nie umiem się opanowac, gdy mi coś nie wychodzi, wybucham złością, później płacze, a na końcu mam już wszystkiego dość. Zrezygnowana późnym wieczorem próbuje porozmawiać z kimś normalnie i opanowac sytuacje. Zasypiam, mając pod głową poduszke mokrą od łez. I tak spędzam większość wakacyjnych wieczorów. Rano nie chce mi sie wstać z łóżka, a popołudniami oglądam smutne filmy. Nie wiem co napisać, by choć troche osłodzić tą rzeczywistość. Nawet tutaj nie potrafie skłamać, że mam sie dobrze i ciesze sie z wakacji.
Przeczytałam ostatnio bardzo fajną książke. I to chyba jest rzecz, o której ostatnio często myśle. Jeśli w ogóle myśle, to staram się, żeby w myślach była tylko ta książka. Wierze, że jest o moim życiu. Coś mi to podpowiada...
Czego mi potrzeba, by w końcu osiągnąc szczęście? Do czego ja chce dojść? Co chce zdobyć? Czego mi brakuje? Kto mi to da? Gdzie to znajde? Zapukałam do niewłaściwych drzwi? Życie jest gdzie indziej. A uczucia? Nie mam uczuć. Bo tak łatwiej-Twoja szkoła..
MIŁOŚĆ NIE ISTNIEJE!!!
***
Było raz dziecko zabawne i tłuste. Umarło. Nie ma go nigdzie.
Biegało po domu, krzyczało. Są jeszcze jego fotografie w salonie.
Aż śmiać się i istnieć przestało, i nikt się nie zdziwił tej krzywdzie,
choć było tak kochane i rozpieszczone.
Gdy z domu powoli znikało, obyło się jakoś bez płaczu i pisku.
Zabawki, sukienki, niepotrzebne pamiątki zalegają poddasze.
Mama nieraz i do późnej nocy czuwała nad jego kołyską,
a jednak dzisiaj, gdy je wspomna - nie płacze.
Nazywało się tak jak ja, więc wszyscy myślą, że ja to ono,
i nie usypali mu gróbka, choćby takiego jak kopiec kreta.
Toteż płacze nocami w kominie, że je zapomniano, zgubiono,
że miejsce jego zajęła jakaś niedobra kobieta...
***
Miłość jest utopią. Mrzonką zaszufladkowaną w naszej podświadomości. Obezwładnia nasz rozum i pozwala robić niepojęte głupoty. Zahipnotyzowani mimo wszystko chcemy ją urzeczywistnić. Zasłania nam oczy, wyłącza nasz słuch i myśli. Jedynie uczucia mają maksymalne natężenie. Na krótką chwile przenosimy się do idealnego świata. Świata bez pytań i jakichkolwiek wątpliwości. Później powoli uwalnia się rozum. Oczy widzą wiecej niż szczęśliwe życie. Uszy słyszą więcej niż serdeczne słowa. A my nawzajem wyjmujemy swoje serca i kroimy na miliony małych serc-bez czucia i bólu. Zeby nam nie zarzucono, że bez serca żyjemy. Żeby nie było, że bezduszni jesteśmy. A my już w pełni słuchu i rozumu dochodziliśmy do wniosku, że co kiedyś naszym światem było-nie istnieje. I wątpimy już we wszystko-w uczucia utopijne i w 'marzeniowe' myśli.. Niegdyś czułe słowka wtykane w koperty w zwykłe słowa się zmieniły, przez telefon powiedziane. Udajemy, czy naprawde do szczęścia nie trzeba nic prócz tego? Dzisiaj tylko jesteśmy, czy może coś więcej? Dzisiaj tylko się znamy, czy może coś jeszcze? Czasem tylko żal, że zawierzliśmy za bardzo. Poświęciliśmy się jednemu. A przecież miłość jest utopią. Niespełniającym się marzeniem.
************
Że Ty nie dla mnie jesteś ani ja dla Ciebie, że nie możemy rankiem gadać trzy po trzy, że wspólnej gwiazdy próżno szukać nam na niebie , że między ludźmi nie powiemy sobie"TY" że nie pójdziemy , tak zwyczajnie , gdzieś tam w goście , że nic, co nasze, nie jest nasze - nawet my - dlatego nie pisz mi , dlatego nie pisz mi - O miłości!
Nie skasowałam tych kilku liczb w telefonie.
Nie wurzuciłam róży, która gości już w wazonie kilka miesięcy, może nawet rok. Już nie wiem.. Nie wyrwałam kartek z zeszytu, zapisanych ciemnym tuszem, wspomnieniami i kroplami łez, które płynęły po policzku i skończyły wędrówke na kratkowanym, byałym świecie. Nie przestałam myśleć, cieszyć się i żałować wszystkiego-na zmiane. Nie spaliłam żadnego z listów, nie usunęłam żadnego z maili, nie zapomniałam żadnego spotkania. Nie przestałam pisać, tęsknić i martwić się o Niego. Nie przestałam marzyć o gwiazdce z nieba. Nie przestałam zachwycać się skórką mandarynki, która została w jednym kawałku i patrzyła jak zjadam to, co chowała tak do tej pory. Nie usunęłam zdjęć, pomimo, że nie ma mnie na nich. Nie przestałam na nie patrzeć. Nie przestałam odtwarzać Jego obrazu w mojej głowie. Nie zapomniałam o Jego zapachu i zielonych oczach. Nie zaznałam spokoju, którego wcześniej się spodziewałam. Nie poczułam żadnego ukojenia, żadnej zmiany. Nie poczułam się lepiej. Wszystko jest tak jak kiedyś. Tak jak wczoraj. Tak jak miesiąc, a może nawet rok temu. Wszystko dzieje się gdzieś obok. Codziennie próbuje wykonać chociaż jedną z czynności, które wymieniłam. Codziennie próbuje zapomnieć, zacząć od nowa, poczuć się lepiej. Ale wszystko dzieje się zwyczajnie. Czasem tylko zjadam przeterminowany budyń, bo zapominam, że to już 2011. Czasem tylko zatrzymuje się na chwile, żeby sprawdzić, która jest godzina, bo słońce wcale nie ułatwia sprawy. Czuje jakby minęło już z tysiąc lat. A minęlo kilkanaście dni. Ja wciąż żyje. Chciałam zatrzymać czas na wiecznośc, a mogłam dać tylko chwile. Tylko jedną ulotną chwile..
Jestem Julią mam lat 23 dotknęłam kiedyś miłości miała smak gorzki jak filiżanka ciemnej kawy wzmogła rytm serca rozdrażniła mój żywy organizm rozkołysała zmysły odeszła Jestem Julią na wysokim balkonie zawisła krzyczę wróć wołam wróć plamię przygryzione wargi barwą krwi nie wróciła Jestem Julią mam lat tysiąc żyję
Ide. Jest grudzień. Najzimniejszy dzień świata. A ja zmierzam gdzieś pełna ciepła, które wkrótce ze mnie uleci, jak miłość dzisiejszego ranka. Oddycham i czuje jak tlen kaleczy moje płuca. To nie tego potrzebowałam do życia przez ostatnie 878 dni. Ide ścieżką, którą przysypał śnieg. Pod spodem jest lód, który kruszy się z każdym krokiem coraz bardziej. Strach przepełnia mnie od stóp aż do głowy, ale ide dalej, malując na twarzy udawany uśmiech. Mijam budynek, rynna zdaje się grać marsz pogrzebowy, a ja wciąż nuce, że 'ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy', udając przy tym, że szczerze w to wierze. Zdarzenia przeszłe są dla mnie jak zeszłoroczny śnieg. Przeminęły i nie wrócą. Zaczyna padać coraz mocniej. Zakładam na głowę kaptur, ale moje włosy już zdążyły napełnić się wodą. Teraz są ciężkie i bez zapachu. Takie jak cała ja. Teraz jestem niczyja. Ide i czuje na sobie złośliwy wzrok innych. Wszyscy wyglądają przez okna i biją w szyby, tak jakby chcieli zaraz je wybić. 'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy'.. Skręcam w wąską uliczke. Nie ma tam ludzi i chwilowo czuje się bezpieczna. Ta chwila trwa krótko. Ide dalej. Z gęstej mgły wyłania się człowiek i kroczy w moją stronę. Ma długi płaszcz i z dala czuć od niego smutek. Parasol trzyma w dłoni. A jego marzenia wysypują się z kieszeni. Zbliżamy się coraz bardziej do miejsca, w którym delikatnie zahacze o jego płaszcz, poczuje go lepiej i minę, jak gdyby nigdy nic. Jest już wystarczająco blisko. Widze zamarznięte łzy na jego policzkach. I widze pustkę w zielonych oczach, które teraz przybrały barwy szarości. Przez ułamek sekundy patrzymy sobie w oczy. Mijamy się, ja gwałtownie odwracam jeszcze głowę w jego strone. On przystaje na moment. Podnosi z ziemi kawałek mojego serca i ukradkiem spogląda na mnie ostatni raz. Odwracamy się i idziemy, każdy w swoją stronę. Zaczyna padać coraz mocniej. Powietrze jest całe białe. Przestaje cokolwiek widzieć. Przez chwile słysze jedynie bicie własnego serca. Wchodze na ulice. Mimo tragicznej pogody jest straszny ruch. Samochód podąża w moją stronę. Droga jest śliska jak nigdy. Widze z oddali światła przebijające się przez gęstą mgłę. Stoje i czekam. Samochód jedzie dość szybko. Kierowca wciąż mnie nie widzi, pomimo, że moja spódnica lekko faluje i przez padający śnieg jest jeszcze czarniejsza niż zwykle. Czekam. Samochód jest już kilkanaście metrów ode mnie. Nie zauważył mnie jeszcze. Słysze krzyki obcych ludzi, wołających do mnie, tak, jakbym miała ich posłuchać i zrobić to, co mi karzą. Czekam. Już tylko kilka metrów dzieli mnie od szczęścia. Już tylko kilka metrów dzieli mnie od wiosny. 'Ważne są tylko te dni, których jeszcze nie znamy'.. Nagle śnieg przestał padać. Ja otworzyłam oczy. Widze Jego, jak oddaje mi serce. Już po wszystkim. Już jestem wolna.. Wolna z wyboru.
Co dobrego jest w jesieni? To, że gdy zamyślenie obecne jest ponad wszystko, można zgonić to na rozpraszającą wędrówke liści. Gdy w złości nie zapnie się płaszcza, zrzucić można wszystko na wiejący wiatr, który niewiedzieć jak i kiedy przemyka wśród guzików, niszcząc nasze serca. Gdy na policzkach pozostanie reszta smutku i rozmazany tusz, można rzec, że to przez deszcz, który pada kiedy tylko
zapragnie przesiąkając nas aż do środka. Jeśli widać strach w oczach, niepozornie wyjaścić można to niespodziewaną burzą, napełniającą przerażeniem. Gdy już kompletnie nie chce się iść dalej, usiąść można na ławce i tłumaczyć sobie, że to przez ten chłód, który zabija siłe i wiare. W dołujący, ponury wieczór można spotkać się z 'przyjaciółmi', poudawać, że jest lato i trzeba nam uśmiechu na ustach. Po to by po kilku godzinach wyjść na zewnątrz, wyciągnąc chusteczkę do nosa i uświadomić sobie, że jednak jest listopad. Spojrzeć można w niebo i porozmawiać z gwiazdami. Stracić równowagę podczas powrotu do domu. Nagle zamknąć oczy przez oślepiające światło samochodu. Dotknąć znaku i poczuć zapach wczorajszego dnia. W połowie podróży zatrzymać się po to tylko, by posłuchać jak słońce krzyczy zza chmur i próbuje przebijać je na wskroś. Otworzyć można oczy jesienią. Tak..otworzyć, gdy jeszcze ciemność wpada przez okno, po to, by spędzić dzień w murach, a później zasnąć późnym wieczorem.
Można kłócić się o istnienie miłości, obserwować nudnych polityków w tv, czytać śmieszne akrtykuły w gazetach i oglądać pozowane zdjęcia znajomych-to wszystko za sprawą listopadowej nudy, wbijającej się ze wszystkich możliwych stron do świadomości.
Jesień ma zapach niespełnionych marzeń, powietrze przepełnia wilgoć łez, echo awantur odbija się od oszpeconych drzew, a Słońce probuje wszystko ratować, swoimi krótkimi promieniami. Dawne uczucia przemijają. Jesienią pozostaje tylko pustka, notowana na tysiącach stron. I nie słychać jak pęka. Bo pęka tak cichutko. Nasze serce..
Na długo zamilkłam ale jestem z powrotem. Jednak żyje i staram się funkcjonować w miare normalnie, co nawet moge zaliczyć do rzeczy udanych. Aktualnie cierpie na ciągły brak czasu, pewnie stąd te trzydzieści pare dni bez znaku życia na tym blogu. Oczywiście z mojej strony.
Na codzień jest normalnie. Pojęcie mojej normalności moze nie być znane przez wszystkich, więc załóżmy, że to 'normalnie' jest normalnością ogólnie występującą u ludzi- śmieje się, nie płacze. I może mam jakieś małe nadzieje. Wieczorami jestem zbyt zajęta czynnościami związanymi ze szkołą, tj. nauka, lekcje, więc również jest normalnie. Tylko czasem wybucham płaczem. I już tylko czasem kończą mi się chusteczki..
W nowym budynku, który wprawdzie już nie jest taki nowy, a w którym spędzam większość mojego dnia nie jest tak źle.. Ale to tymczasowe. Takie mam wrażenie.
Iskierka miłości już wygasła. U mnie może nie. U Niego na pewno. Sama nie wiem, czego bardziej chce-spokoju, czy tego co było. Trudno mi wyrzucić dwa lata do kosza, więc może popragne sobie jeszcze tamtych pięknych chwil. Może kosz na smieci sam wciągnie to, co powinno się tam znajdować. Troche naiwny punkt myślenia, ale na nic więcej mnie nie stać. Nie potrafie zakończyć czegoś, co trwa w agonii już długi czas i przynosi tylko niepewność i smutek. Taka prawda.
****
Zostaniesz dla niej kawałkiem nieba
Fragmentem wspomnień nieuczesanych
Ważnym lecz przebrzmiałym jak
Ostatnie w grze rozdanie kart
Ona nie Twoja! Na nic to czekanie!
Chciałabym tak. Tak po prostu.
Pustką chyba wszechobecną-bo właśnie taka mnie zalała. Nie wiem czy jedynie w tym i tylko tym momencie, czy wogóle, ale dopiero teraz to zauważyłam. Nie moge narzekać na brak towarzystwa, bo wychodze z ludzmi, gdy tylko mam na to ochote, ale...po prostu jest mi źle. Z samą sobą. Albo właśnie dlatego-bo jestem zdana na siebie. I powoli, cholernie boleśnie, dochodzi do mnie fakt, że mam w sobie poczucie osamotnienia. I zaczynam wierzyć J.L. Wiśniewskiemu, który napisał w którejś ze swoich książek, że ludzie kochają chemią mózgu, a nie sercem. Miłość nie istnieje. Z każdym dniem udowadnia mi to życie. Obojętne smsy tylko pogarszają sprawe. A długie, 'ciężkie' rozmowy tak dobitnie dają mi to do zrozumienia, że później cierpie na bezsenne noce i morką poduszke. A to wcale nie jest fajne. Moje łzy chyba mają wieczne źródło.
W wieczory takie jak ten nawet pluszowy miś nic nie pomoże.
Nie widziałam Cię już od miesiąca.
I nic. Jestem może bledsza,
Trochę śpiąca, trochę bardziej milcząca,
Lecz widać można żyć bez powietrza.
Nie. Nie zrobie tego i nie napisze, że już wszystko jest ok. Skłamałabym, twierdząc, że smutek minął i znów ciesze się życiem. A sam fakt, że jestem tego świadoma też boli. Wogóle to zastanawiam się, co nie boli, bo jak narazie to czuje, jakby wszyscy ludzie stawiali mnie pod ścianą i wymierzali we mnie tysiącami świeżo naostrzonych strzał, a ja nawet nie mam się jak obronić, bo tarcza, ktróra -nędznie przyznam, ale jednak-ochraniała mnie przed nimi, teraz pękła-niewiadomo jak, niewiadomo gdzie. I gdy tak stoje sobie pod tą ścianą, całkiem bezradna i już chyba obojętna na to co się wokół mnie dzieje, w głowie malują mi się przeróżne obrazy. Czy dobre? Sama nie wiem. Są takie smutne, które mówią o tym, co się zdarzyło i miało się zdarzyć, takie które szkicowałam w snach, tyle że z wieloma pozytywnymi szczegółami, nieistniejącymi w rzeczywistości. A szkoda.. Te szczegóły tak diametralnie zmieniły by to życie, że pozbawiły by pracy tysiaca ludzi, trudniących się w fachu, jakim jest psychologia. Dla ludzi to pewnie była by katastrofa, w końcu chodzi tu o pieniądze, prace. Dla ich dusz-zbawienie, wieczność. Ale kto się teraz nad tym zastanawia? Kto oprócz zgorzkniałych dewotek kościelnych, obłąkanych ludzi, odciętych od życia, chorych psychicznie nastolatek, taki jak ja myśli o zbawieniu? Kto stoi pod taką ścianą i trwa w jakimś totalnym amoku? Czy ktoś czuje agonie własnego życia? Ludzie egzystują mimo braku celów, marzeń, pragnień, codziennie wykonują te same czynności, myśląc, że tak właśnie ma być, tak jest dobrze, wystarcza pieniędzy, dzieci mają zabawke, o którą tak prosiły, w pracy dostaje się awans, żonie kupi się kwiatka od czasu do czasu, albo tak jak jest w większość wypadków-po prostu zabiera się swoją poduszke i idzie do salonu, z czasem zapomnina się o pięnych chwilach i trwa się-ot tak, aby tylko trwać. Ja nie chce po prostu egzystować. Ja chce żyć, korzystać z pełni tego świata, a tym czasem, co robię?- stoje pod jakąś cholerną ścianą i zwyczajnie nie potrafię się ruszyć, jakiś paraliż od stóp do głów, paraliż ciała, paraliż duszy, niemoc.
Ty nie wiesz, co to znaczy. Ty nie wiesz jak boli dusza, którą ktoś właśnie tłucze na miliony kawałków. Ja właśnie stoje i na to patrze. I myśle o tym, że kolejny raz będe musiała to wszystko pozbierać i poukładać. Kolejny raz. W całość. Od nowa..
Drogi kolego-'ktos normalny'. Może i jestem niedojrzała psychicznie. Nie zaprzeczam. Mam dopiero 16 (16, a nie 14) lat i moge pozwolić sobie na to niedociągnięcie. Myśląc 'dziś się zabije' myślałam o swojej rodzinie, przyjaciołach i wszystkich ludziach, którzy znaczą dla mnie coś więcej. Między innymi właśnie dlatego jeszcze żyje. Ze względu na nich nie potrafiłam tak zwyczajnie stąd odejść.
Pisząc takie rzeczy pokazujesz jaką niewiedzą na ten temat możesz się popisać. Pokazujesz swój puntk widzenia z jak najprostrzej strony. Mówisz tak, jak większość ludzi nie mających styczności z osobami takimi jak ja.
Niestety zdrowie fizyczne, psychiczne, miłość najbliższych i pieniądze to dla mnie nie wszystko. Probuje to doceniać, ale jak widać-zwyczajnie mi to nie wychodzi. Wciąż czegoś mi brakuje, a ja wciąż szukam tego czegoś, co zapełni pustkę w moim życiu i sprawi, że znów będe szczęśliwa i chętna do życia.
Widze, że kierujesz się jedynie rozumem. Nie dostrzegasz moich uczuć, mojego zwątpienia, bezradności. Widzisz, ja kiedyś postanowiłam sobie, że będe żyć inaczej. Nie będe żyła tak, jak wszyscy pozostali ludzie. Z przymusu. Chciałam żyć, a nie tylko egzystować.
Gdybyś przeczytał tego bloga od samego początku, wiedziałbyś co działo się u mnie wcześniej. Doszedł byś do ferii, w których to wszystko naprawde się działo. Opisywałam to. I nie robiłam tego po to, by się popisywać. Zaliczam to do moich słabości, a więc-czym tu sie chwalić? Jeśli myślisz, ze wszystko zmyśliłam, to bardzo mi przykro, ale nie widze powodów, abyś wchodził na mojego bloga i komentował jakąkolwiek moją notke.
Na blogu pisze całą prawde, pisze tylko i wyłącznie dla siebie, doceniam, że wchodzą tutaj ludzie i piszą co myślą o mnie i moim życiu. Ale komentarze tego typu będe zwyczajnie ignorować. Nie dlatego, że boje się usłyszeć o mnie złego słowa. A dlatego, że nie potrafie zaakceptować takiego braku zrozumienia i tolerancji wśród innych ludzi.
Pozdrawiam.
Czego się boje? Tak naprawde wielu rzeczy. Poczynając od tych najbardziej prymitywnych, takich jak niektóre stworzenia-zwierzątka żyjące na tym samym świecie, albo zwykła ciemność, której się boje-fakt, nie zawsze, ale są chwile gdy zwyczajnie mnie przeraża.
Boje się tego, że najbliższa mi osoba kiedyś zwyczajnie odejdzie w dalszą droge, gdzieś, gdzie nie będzie miejsca dla mnie. Boje się, że zawiode się na kimś, kto znaczy dla mnie tak dużo, że aż trudno jest mi to opisać. Przeraża mnie scenariusz, w któym moge znów upaść na samo dno i znów zapragnąć jedynie śmierci. Nie umiem wyobrazić sobie, co zrobiłabym gdyby zastała mnie wojna. Tak bym się wtedy bała. Boje się, żę świat się skończy za wcześnie i nie przeżyje tych chwil, których tak bardzo pragne. Strach zalewa moją dusze, gdy pomyśle, że ktoś znów mógłby mnie zranić. I chyba nie zdaje sobie sprawy z tego, że tak boje się zranić uczucia innych ludzi. Boje się, że nadejdzie dzień, w którym nie będe miała kogo darzyć miłością. Boje się, że kiedyś będe szykować tylko jedną kawe rano, będę robiła obiad dla jednej osoby i wieczorem nie będę miała się z kim kłócić o to, jaki film obejrzeć. Boje się, że moje życie nagle straci sens, że nie będzie takie jakie chciałabym żeby było.
Po prostu się boje, że kiedyś, mimo iż dla innych będzie świecić, dla mnie po prostu zwyczajnie zgaśnie to Słońce.
Na szczęście istnieje ktoś, kto sprawia, że te wszystkie rzeczy nie są takie straszne.
"Nie daj się. Dla siebie. I dla mnie."-mówi..
Przeżyłam wspniałe święta- "Jak możesz być taka smutna, mając taką rodiznę?"
Sylwester był czasem, którego nigdy nie zapomne, bo zwyczajnie był to najleprzy Sylwester jaki mogłam przeżyć. "Nie mów stop. Poczekaj na mnie."
W 2. dzień świąt pokłóciłam się z P. Moge teraz powiedzieć, że nie posiadam przyjaciół i coraz mniej wierze w ich istnienie. "Równie dobrze może zastąpić się sufit".
Niby jest bezpiecznie, ale wcale nie jest dobrze.
To taki zwykły dzień. Każdy robi to co zwykle, tyle, że śpieszy się przy tym niesamowicie. Wszyscy budzą się rano, niektórzy z uśmiechem na twarzy, a niektórzy ze łzami w oczach. Każdy jeden człowiek, tak jak codzien, myje zęby, bierze prysznic, je śniadanie, ogląda telewizje. Tak jak zawsze ludziom chce się spać, są zmęczeni. Chorzy dalej źle się czują, a zdrowi, czują się gorzej, albo tak samo. Tylko nielicznym udaje się poczuć lepiej. To jaki zwykły dzień. Niebo tak jak wczoraj jest smutne i ponure. Wiatr wieje tak samo, jak przez ostatnie dni, a deszcz pada, jakby nie miał litości. Słońce znów jest w ukryciu. Dziś nawet ptaki nie śpiewają. Kwiaty też nie zakwitły. Bo przecież to taki zwykły dzień..
Wszystko jest takie jak zawsze, tylko wieczorem staje się coś niezwykłego. Bo ten zwyczajny dzień potrafi przełamać nawet najtwardsze kamienie ludzkich serc. Umie obudzić nadzieje na nowo. Budzi zgode, a usypia nienawiść. Sprawia, że gwiazdy są czymś więcej niż zwykłymi bryłami. W ten jedyny wieczór można podzielić się z kimś opłatkiem i życzeniami, sprawiając wtedy większą radość niz przez wszystkie inne dni.
Wszyscy są dobrzy i wszyscy kochają-jakby umieli kochać od zawsze.. To taki zwykły dzień, a jednocześnie różniący się od całej reszty. Bo w tym jedynym dniu otwierają się ludzkie oczy, płyną łzy szczęścia, dusza płonie z radości, a serce jest tak gorące. I dziękuje za ten dzień, w którym wszystko odzyskuje barwy. Dziękuje za ten zwykły dzień szczęścia.
**************************************************
Życze wszystkim spełnienia marzeń, dużo, dużo miłości i zdrowia. Jeśli to wszystko zagości w waszym życiu to cała reszta stanie się osiągalna :)
Siedze na łóżku. Dawno nie pisałam. Zbierałam się do tego wiele razy, ale kończyło się na braku czasu, albo kompletnej pustce w głowie. Cóż.. W końcu udało mi się znaleść chwile. A czy mam o czym pisać? Sama nie wiem. Może zaczne po prostu od tego co się u mnie dzieje. A dzieje się wiele, chociaż w sumie nic.
Na zewnątrz.
Wszystko u mnie wporządku. Oczywiście pomijając kwestie szkoły-tam zawsze znajdzie się coś, co zakłóci mój porządek i doprowadzi do szału albo załamania. Normalka. Dam rade.
W domu chyba jest normalnie. Tu prawie zawsze jest tak samo. No może pozbyłam się ostatnio warstwy kurzu na półkach i podłodze. Jest tak świeżo, czysto. Przeciwieństwo mojej duszy.
W środku.
Czuje w sobie coś dziwnego. Takie nieopisane uczucie. Moje ciche nienazwane emocje. Mieszanka rezygnacji, smutku, złości i zwiątpienia-straszne prawda? Straszne, gdy się to czyta. Teraz pomyśl jak się to strasznie czuje.
Nie wiem gdzie jest źródło tych uczuć i nie wiem też gdzie znajde ich ujście. Ale serdecznie mam ich dość, bo zaczynają być już zauważalne przez innych z mojego otoczenia. A jeśli inni widzą, że coś jest nie tak, to naprawde nie jest dobrze. Zmiany mi trzeba, spokoju i jego dotyku. Tego delikatnego, chłodnego i tak kojącego dotyku..
Nie wiem jak i kiedy to się stało, ale zwątpiłam już w Boga. Mam takie dziwne wrażenie, że On w chwili stworzenia tego piprzonego, pełnego zawiłości świata, stracił nad nim całkowitą kontrole..albo pomyliły mu się przyciski w panelu sterowania.
Wierze w Boga. Wierze, że ktoś taki istnieje. Ale Bogu to ja już nie uwierze nigdy. Gdy tak patrze na cały ten świat, przechodze codzień obok tablicy ogłoszeń i widze te wszystkie kartki "zmarł/ zmarła dnia... Wieczny odpoczynek racz im dać Panie..", rzygać mi się chce. Rzygać tym całym złem, które rzekomo mamy zwalczać, ale jakoś nam nie wychodzi! Czy Bóg wie co to łzy? Jesli tak, to czy płacze? Czy On często płacze? On powinien dławić sie łzami! Jeśli ma tylko możliwośc patrzenia na to, co się tu dzieje, to powinien wyć! Chyba, że jest jedynie samolubnym egoistą, którego nie obchodzi los innych- i szczerze mówiąc właśnie to takiego opisu bardziej mi pasuje ten cały Bóg.
Może wielu ludzi bezgranicznie wierzy- ja już nie. To tylko mój wybór, którego dokonałam niedawno, a żałowac będę później. Zawsze kiedyś załujemy..
Siedze na łóżku i pisze. Pisze do Niego. Do mojego Anioła..
Mój i tylko mój,
Niebo chyba płacze, gdy zagląda do mojego pokoju. Coś rozrywa mi dusze i sieje zwątpienie w moim umyśle. Jakoś mi tak..smutno. Podejrzewam, że już nie możesz o tym słuchać- bo zawsze pisze, gdy mi smutno. A wiesz czemu tak się dzieje? Bo Twoje słowa, nawet te pisane, dają mi ukojenie. Chociaż na jakiś czas.
Ogarnęło mnie zwątpienie, Kochanie. Na początku wszystko było kolorowe-taki nagły atak szczęścia i niemal nigdy nie znikający uśmiech na buzi. Później traciło powoli ostrość i nasycenie. Jeszcze wtedy nie znałam twojego dotyku, więc rozstania nie były tak trudne, ale jednak sprawiały, że było gorzej. Później doszły plotki obcych ludzi i uwagi strojone przez znajomych. Ile ja się nasłuchałam, nie wiesz nawet.. Ile kłóciłam się i obrażałam. O Ciebie wszystko. Nastał czas rozkoszy. Do tej pory z pełną precyzją i dokładnością moge opisać każdy twój głośny oddech i bicie serca. Ale sam wiesz, jak bardzo lubie, gdy Ty o tym opowiadasz.. Gdy opowiadasz mi o czymkolwiek to gotowa jestem spisać twoje każde słowo, by móc je później czytać wieczorami i zasypiać przy tej lektórze. Najchętniej zapisałabym każde twoje spojrzenie i gesty. Ciebie bym opisała, żeby już Cie nigdy nie stracić.
Stało się. Piątek i ta straszna kłótnia. Pamiętasz tą date? Ja nie- chyba się ciesze z tego powodu. Przepraszam, ale ja wciąż nie zapomniałam. Mam dobrą pamięć, ale do tych niewłaściwych rzeczy-bezsensu. Wybaczyłam Ci chyba jeszcze tego samego dnia. Nie byłam zła, tylko zrezygnowana..i wystraszona. Bałam się, że to co budowaliśmy tak długo może się poprostu skończyć. Odejść. Już podniosłam się po tym upadku, ale została rana. Ten, kto powiedział, że czas leczy rany jest chyba szalony. Czas nie leczy ran..on tylko pozwala przetrwać i przyzwyczaić się do bólu. Przetrwałam. Przyzwyczaiłam się. A twoje słowa jak balsam pomagają się goić- tylko gdy odjeżdzasz, rana znów się pogłębia i daje o sobie znać. I to chyba istota mojego zwątpienia i bólu, który teraz ma miejsce we mnie.
Spotkamy się za 9 dni. Za 9 dni będzie lepiej. Za 9 dni znów Cię zobacze, poczuje i zasmakuje. I za 9 dni zaczne od nowa tęsknić-tak jak zawsze to robie. Za każdym razem myślę, że gdy zaczne tęsknić wcześniej, to później będzie łatwiej znieść brak Ciebie. Za każdym razem się mylę. I jestem żywym dowodem na to, że człowiek jednak nie uczy się na błędach.
I tak trwamy do teraz. Do teraz czujemy do siebie tą piękną miłość. Do teraz gdzieś głęboko wierzymy, że przyjdzie to lepsze jutro. Do teraz chcemy dać jak najwięcej. Jak najwięcej zapamiętać i zatrzymać dla siebie z tej historii. Z tej przygody, która się przydarzyła i trwa do teraz. Wiem, że to nie zdarza się wielu ludziom. Wiem, że to skończy się tak jak wszystko inne na tym świecie. Ale wiem też, że już nigdy nie zdołam zapomnieć o tym wszystkim. O Tobie nie zapomne nigdy. Ty też już nigdy nie zapomnisz. A wiesz dlaczego? Bo pomimo, iż trwa najktórej, miłość jest rzeczą wieczną..
Kocham.
R.
Ps. A pamiętam, jakby to było dziś. Smutny, ale nie wymagający nic od nikogo. Niepozorny, starający się raczej ukryć. 2 sierpnia 2008. Taki właśnie się wydawałeś tamtej nocy.. I takim Cie już zawsze zapamiętam.
Bo wie Pan co? Dreczą mnie moje myśli. Mam problem. Bardzo kocham, ale to nieszczęśliwa miłość. Odwzajemniona, ale nieszczęśliwa. Brzmi jak jakiś absurd, prawda? Tak, wiem..to jest skomplikowane. Sytuacje mogłabym opisać w paru zdaniach. "Kocham faceta 10 lat starszego, dzieli nas duża odległość, ludzie chcą mieszać w to sądy i spotykanie się jest jeszcze bardziej uniemożliwione, nie wiem co będzie za miesiąc, czy wogóle będziemy jeszcze razem. Co mam robić?" Czyż to nie brzmi jak jakiś lament, albo użalanie się przewrażliwionej małolaty? Brzmi tak? No właśnie.. dlatego nie da się tego opisać w paru zdaniach, bo ani troche nie będzie odzwierciedlało to tego, co dzieje się w moim sercu i umyśle. Gdy powiem Panu w kilku zdaniach co mnie dręczy nie pozna Pan tak naprawde tej właściwej wersji wydarzeń. Chyba że powiem tak "Żyje miłością do człowieka, który sprawia, że jestem szczęśliwa. Tylko z nim umiem się śmiać. Gdy nie widuje go często to trace radość. Nie umiem normalnie funkcjonować. Nie moge spać. Wszystko traci dla mnie smak. Czas płynie tak wolno, że mam ochote powyrzucać wszystkie zegarki z domu. Brak mi siły, gdy Jego nie ma przy mnie. Jest dla mnie jak powietrze. Daje mi coś, czego nie miałam nigdy wcześniej. Sprawia, że jest mi po prostu dobrze. Gdy jest-mam wszystko,ale gdy Jego brakuje, nie mam niczego poza smutkiem i łzami. Nieszczęsny los robi wszystko, żeby nas rozdzielić. Nadzieja powoli znika a żyć się odechciewa. I co ja mam teraz zrobic??". Rozumie mnie Pan już? Wie pan, co mi dolega? Właśnie.. To po prostu zakochanie. Minie jak wszystko inne, nieprawdaż?
Witam. Pisze znów...
Czuje się strasznie. Fizycznie i psychicznie. Grzesiek pojechał w środe rano. W niedziele był u mnie, porzegnaliśmy się.. Wiecie co? To takie głupie.. Przez całe wakacje mówiliśmy tylko ile czasu nam zostało. Leżeliśmy i mówiliśmy "mamy jedzcze miesiąc dla siebie"- słowo 'miesiąc' oczywiście zmieniało się z dnia na dzień.. A w niedziele leżeliśmy na lozku i mowiliśmy " mamy jeszcze 30 min" ..' 20 min'.. '10 min'.. '5..4..3..2..'. Jak śmierć. Lekarz mówi 'zostało pani miesiąc życia'-za miesiąc dzieje się, co ma się dziać. I tak było w przypadku mojej miłości. Niby nie umarła, ale jakoś się skończyla.. Tak jakby ktoś zamknął jakiś rozdział, który nie był jeszcze dokończony. Od niedzieli chyba cały czas płacze. W domu wieczorami jest najgorzej, ale w szkole też mi się zdarza. Nie mam na nic siły, wciąż jestem zmęczona. Na dodatek od miesiąca męczy mnie ból brzucha. Szału dostane jak dalej tak to będzie wyglądać.
Czuje w sobie jakąś złość. I nieposkromiony smutek, że musi być tak a nie inaczej. Że nie możeby być razem, ale znó osobno. Więcej oddzielnie, niz przy sobie. Wiem, że to nie jego wina, ani nie moja, ale tak strasznie mi przykro, że dzieje się nam na nie. I nic nie moge zrobić..
ON: Czekać. Czy to to samo, co tęsknić?
ONA: Nie. Dla mnie nie. Przy czekaniu nie budzę się o 5 rano, rezygnując z najlepszych snów. Nie przychodzę także z tego powodu już przed 7 do biura. Przy czekaniu mleko nie traci dla mnie smaku. Przy tęsknocie tak..
Cześć.. Pisze, ale nie mam pewności czy ktoś jeszcze tu zagląda. Chyba pierwszy raz nie pisałam tak długo. Sama nie wiem czemu. Chyba było mi potrzebne takie oderwanie się, troche zmiany, spokoju. Nie pisałam tutaj od moich urodzin. Wiem, że dodaje notki najczęściej, gdy jestem smutna, mam doła, albo cos w tym stylu, więc teraz można zaryzykować stwierdzenie, że byłam szczęśliwa przez ten miesiąc. Tak w skrócie- Urodziny były udane. Dostarczyły mi wiele radości i ciesze sie, że zorganizowałam tą kameralną imprezke dla koleżanek, bo miałyśmy okazje pogadać, powygłupiać się..tak jak kiedyś- taki bezproblemowy świat.. Ostatni miesiąc był niezłą harówką w szkole. Wystawianie ocen, poprawki, pełno sprawdzianów i kartkówek. Były momenty, że płakałam w szkole-nie dawałam już rady. Jeszcze w pn ostatnia poprawka i może uciółam na to świadectwo z paskiem.. W rodzinie- wszystko ok, jak zawsze z resztą. Relacje z Paulą i resztą qmpeli się poprawiły. Jest na prawde fajnie. Wreszcie mam z kim wyjść, pogadać, pośmiać się. Inny świat mnie otacza.
To by było chyba na tyle. Niby miesiąć, a wcale nie działo się tak wiele rzeczy. Popadłam w rutynę, ale miejmy nadzieje, że w wakacje się to zmieni.
Wiecie co? Pisząc tą notkę jest mi przykro, że nie pisałam tutaj tak długo. Jednak brakowało mi tego bloga i wszystkich, których tu poznałam. Ciesze się, że już wszystko wróciło do normy. Blog- to jest ta część mojej rutyny, której nie chce zmieniac :)
Piosenka na dziś- Moje oczy są zielone.
Gdybym miała powiedzieć co dziś myślę o świecie,
Z prawą ręką na sercu tak szczerze.
Powiedziałabym, że jeszcze,
Jeszcze nie jest najgorzej.
Chociaż czasy do życia mamy podłe..
Mimo to, gdy wróżę z gwiazd wychodzi mi,
Że przed nami jeszcze wiele pięknych dni.
Moje oczy są nadal zielone,
W moim oknie wciąż kwitnie nadzieja.
I pełne światła są moje dłonie.
Jeszcze wierzę w drugiego człowieka.
Gdybym miała powiedzieć co mnie dziś najmocniej boli,
Powiedziałabym, że słowa nieczułości.
A gdy ktoś mnie spyta czego,
Czego się najbardziej boję,
Powiem, że samotnych nocy i wojen..
Chłopiec patrzył, jak babcia pisze list. W pewnej chwili zapytał:
- Piszesz o tym, co się przydarzyło? A może o mnie?
Babcia przerwała pisanie, uśmiechnęła się i powiedziała:
- To prawda, piszę o tobie, ale ważniejsze od tego, co piszę, jest ołówek, którym piszę. Chcę ci go dać, gdy dorośniesz.
Chłopiec z zaciekawieniem spojrzał na ołówek, ale nie zauważył w nim nic szczególnego.
- Przecież on niczym się nie różni od innych ołówków, które widziałem!
- Wszystko zależy od tego, jak na niego spojrzysz. Wiąże się z nim pięć ważnych cech i jeśli je będziesz odpowiednio pielęgnował, zawsze będziesz żył w zgodzie ze światem.
Pierwsza cecha: możesz dokonać wielkich rzeczy, ale nigdy nie zapominaj, że istnieje dłoń, która kieruje twoimi krokami. Ta dłoń to Bóg i to On prowadzi cię zgodnie ze swoją wolą.
Druga cecha: czasem muszę przerwać pisanie i użyć temperówki. Ołówek trochę z tego powodu ucierpi, ale potem, będzie miał ostrzejszą końcówkę. Dlatego naucz się znosić cierpienie, bo dzięki niemu wyrośniesz na dobrego człowieka.
Trzecia cecha: używając ołówka, zawsze możemy poprawić błąd za pomocą gumki. Zapamiętaj, że poprawienie nie jest niczym złym, przeciwnie, jest bardzo ważne, bo gwarantuje uczciwe postępowanie.
Czwarta cecha: w ołówku nie ważna jest drewniana otoczka, ale grafit w środku. Dlatego zawsze wsłuchuj się w to, co dzieje się w tobie.
Wreszcie piąta cecha: ołówek zawsze pozostawia ślad. Pamiętaj, że wszystko, co uczynisz w życiu, zostawi jakiś ślad. Dlatego miej świadomość tego, co robisz.
Witam :) U mnie wszystko w jak najlepszym porządku.. Upragniona wiosna wreszcie przyszła, słonko znów budzi mnie rano.. Myśle, że nie tylko mi jest przyjemnie z tego powodu :)
Jeśli chodzi o rodzinke- wszystko jest ok :) W sb byłam z siostrą i szwagrem na konciercie. Było na prawde super :)
Jeśli chodzi o qmpele- w miare dobrze. W niedziele była u mnie Paulina, wczoraj Justyna- nie nudziłam się :)
O serduchu chyba wspominać nie musze ;)
Tym razem nie będe się rozpisywać tak, jak ostatnio, gdyż nie bardzo mam o czym.. No i wspomniane w ostatniej notce lenistwo mnie ogarnia..;P Odezwe się niedługo.
Pozdrawiam..
Na szlaku przeznaczenie trwa
A jest nim walka
Twój miecz nie pozna smaku rdzy
Zalśni od krwi
I jeszcze jedno prawo twe
To niespodzianka
Ktokolwiek się sprzeciwi jej
Przeznaczony mu miecz
I chociaż płonie serce twe
Ona ci niepisana
Tak kończą się pożary serc
Oceanem rozstania
Oceanem rozstania
Oceanem rozstania...
Gdy pytasz, co zrobiłeś źle
Wciąż zadajesz pytania
Oszukać przeznaczenie chcesz
I spotyka cię kara
Twój los już napisany jest
Twe daremne starania
Jak kamień, co rzucony chce
Gwiazdą w niebie się znaleźć?
I sam przed sobą wstydzisz się
I po co ta walka
Miłości nie uciekniesz więc
Poddaj się jej...
W kilka chwil wszystko moze nagle zniknąc. Możliwe, że odejde, odpłynę w ciemność mroku. Nie bedzie nikt pamiętał, nie bedzie miał łez w oku. Nikt nie będzie tęsknił, nikogo to nie ruszy. To jednak nie jest ważne, gdy słowa płyną z duszy. I może zasne kiedyś i nie obudze rano. Co ma być to bedzie, będzie co mi dano. Śmierć każdego znajdzie, na każdego czeka. Śmierć potrafi zmienić, całe życie człowieka. I tylko ten kto zna, kto czyjąś śmierć odczuje. Kto wie, jak to jest, gdy kogoś nam brakuje. Kto żyje wspomnieniem, kto nosi je w sobie. Bo ono nie wyblaknie jak wieniec na grobie...
*************************.
Cześć. U mnie chyba nic szczególnego się nie dzieje. Każdy dzień przypomina poprzedni i strasznie mi sie to nudzi. Już nie moge się doczekać feri- może wtedy się coś zmieni. Ale przejdzmy do tematu przewodniego tej notki..
Mianowicie, chciałam się podzielić z wami moimi opiniami na temat znajomości między dziewczyna, a chłopakiem..A konkretnie między mną, a Grześkiem. A więc, może najpierw opisze tą naszą, nieco krótką i bez większych rewelacji historię, a pożniej przejde do pytań, które mnie dręczą od paru tygodni..
2 sierpień 2008-ognisko u kumpeli. Byłam z koleżankami, prawie nic nie piłam, nic nie jadłam. Tańczyłam. Było nawet fajnie. Wpadł mi w oko jeden chłopak, a właściwie facet. Był starszy. Później wypytywałam o niego troche Justyne (organizatorke ogniska) ale nie dowiedziałam się niczego sensownego. A jednak jego osoba wzbudziła we mnie zainteresowanie..
9 sierpień 2008-napisałam do niego. Sama nie wiem, po co. Było poźno, ok 22. Nudziło mi się, nie mogłam zasnąc. Napisałam do niego pod pretekstem zapytania "Czy jest u Ciebie ognisko?". Oczywiścia nawet jakby było to i tak bym nie przyszła- leżałam już w łóżku.. Jeszcze tej samej nocy wiedział o mnie więcej niż nie jedna osoba, z którą znam się od lat..
30 sierpien 2008-kolejne ognisko u Justyny. Przyszłam na nie..z nim. Niby nie planowaliśmy wspólnego wyjścia, ale ostatecznie czekałam pod jego domem, aż wyjdzie.. Nasz widok chyba nie jedną osobę zaskoczył, nie dziwie się-ja 14 lat, on-..24..
22 grudzień 2008-przyjechał do mnie. Wszystko stało się tak szybko, nawet nie wiem kiedy się zgodziłam na jego przyjazd. Rodzice byli zaskoczeni, ale wszystko poszło ok. Gadaliśmy pare ładnych godzin..
24 grudzień 2008-przyjechał po raz kolejny. Tym razem obejrzeliśmy film..2 filmy. Też rozmawialiśmy - nic po za tym..
**grudzień 2008-nie pamiętam dokładnej daty.. To chyba był 29, ale nie jestem pewna. Znów przyjechał. Ale nie działo się nic specjalnego. Lepiej nam się rozmawiało. Chyba się troche do siebie zbliżyliśmy. Po tym spotkaniu napisał, że miał ochote mnie pocałować, ale bał się mojej reakcji- i tak na prawde po tym sms-ie pojawiło się wiele pytań i wątpliwości..
Jeszcze wcześniej, w sierpniu, albo we wrześniu- nie pamiętam już kiedy to było, napisał mi, że mnie kocha.. Pozniej wytłumaczył się, że był pijany, ja też już o tym nie myślałam. Uwierzyłam w jego słowa, a jednak to wyznanie wciąż chodziło mi po głowie..
Po jego przyjezdzie, do mnie , do domu..rodzice i wogole cała moja rodzina mysleli, że jesteśmy parą. Ale to nie prawda.. Sama nie wiem, jak nazwać ta znajomość..
On wciąz pisze, że ma mnie ochote przytulić, pocałowac..Ale przecież to tylko mój kolega. Przynajmniej tak myśle.. Moja siostra twierdzi, że nawet jeśli on nie jest moim chłopakiem, to na pewno chciałby nim być.. A ja już sama nie wiem, co mam o tym wszystkim myślec..
Wiem na pewno, że ten człowiek w jakiś sposób odmienił moje życie. Poczucie, że ma się "obok" kogoś bliskiego jest na prawde ważne.. Przynajmniej dla mnie- dla tej, która nigdy takiego poczucia nie miałą szansy doświadczyć..
Czasami, gdy leże na łózku i mysle o nim..co by było, gdybysmy mieli być parą mówie sobie "przecież dzieli nas tylko 22 cm, 10 lat i 100km" ale po chwili dodaje "Nie. Dzieli nas aż 22 cm, 10 lat i 100km"..
Pozdrawiam..
Cześć.. Może zaczne od siebie. A więc.. mam podły nastrój. Nigdzie dziś nie wychodze-usprawiedliwiam się tylko błędnym twierdzeniem, że "nie mam z kim, ani gdzie iść". Ale tak na prawde mam z kim iść, mam też gdzie iść. Po prostu chyba potrzebuje spokoju. W sumie nie dostałam żadnej sensownej propozycji- wszędzie tylko pełno ludzi, głośna muzyka..i liczy się tylko to, kto więcej wypije. Jak dla mnie to nie jest wymarzone miejsce na dzisiejszy wieczór, tak więc zostaje w domu. Włącze muzyke, smutną..być może popłacze. Może nawet zaszaleje i zainwestuje w truskawkowego Picolo. Dlaczego? Bo właśnie taką mam ochote. Stworzyłam dla was świetne porównanie.. Rok temu również pisałam o sylwestrze- o tym samym dniu, co dzisiaj..tylko rok temu. Świetna okazja, by cofnąć się troche wstecz i przeczytac. Jakie wnioski wyciągniecie z tych dwóch notek? Jak usłyszałam pierwszy raz te słowa, kłuciłam się z nimi, według mnie były nieprawdziwe. Wiele razy już je pisałam na tym blogu, lecz chyba tak na prawde nie było poważnego powodu do rzucania bezwiednie tych słów na wiatr. Teraz jest..Po przeczytaniu tych dwóch notek można śmiało stwierdzić, że "Czas niszczy wszystko".. Zniszczył również i mnie. Kiedyś: lubiła zabawy, w zasadzie żadnej nie opuszczała, lubiła się napić, troche zaszaleć, nie bała się ludzi, chętnie nawiązywała nowe znajomości, jej jedynym problemem było znalezienie odpowiedniego paska, tak by pasował do bluzki, wybór tych wszystkich kolorowych ciuszków,tak, by wszystkie do siebie pasowały- to były niegdyś problemy. Wciąż sie śmiała, miała kogoś bliskiego- czasami chłopaka, czasami zwykłego qmpla, oczywiście miała wielu przyjaciół- a jakże. To nic, że kłamali, obgadywali ją, śmiali się z niej! To nic! Miała ich- to jest ważne.. Żałosne, tak wiem. Ale teraz? Teraz nie jest wcale lepiej. Dziś: unika imprez. Spotyka się wciąz z tymi samymi osobami i nie chce poznawać już innych ludzi z obawą, że mogą ją okłamać, oszukać- jak to zazwyczaj się działo w przeszłości. Wciąz naiwna. Wciąż walczy z problemami, kłuci się, częściej płacze, niż śmieje. Coraz częściej rozmyśla na temat sensu życia. Jeszcze częściej po prostu wątpi w ten sens. Nie ma przyjaciół. Ma tylko kolezanki, które piszą- owszem. Odzywają się do niej, ale tylko wtedy kiedy same mają problem. Już nie raz się o tym przekonałam. A więc, dlaczego się jeszcze z nimi kumpluje? Bo, gdy mam ochote gdzieś wyjść, pogadać- nie mam nikogo. Tylko te zadumane w sobie dziewczyny, dla których najmniejszy problem jest powodem do płaczu. Próbuje wszystkim pomagać, lecz mi nikt nie umie pomoc. Nie. Mi nikt nie chce pomóc. Osoby, które mnie znają i czytają tą notke pewnie pomyślą, że lamentuje, że to nie prawda, co tu pisze, bo wokól mnie jest pełno ludzi. Tak?! Jakich ludzi?! Kiedy oni się zjawiają?! Bo ja widze ich tylko wtedy, kiedy mają łzy w oczach i najchętniej chcieliby skończyć z życiem. Wtedy najłatwiej jest poprosić o pomoc zaufanego człowieka, który nikomu o niczym nie powie-bo nawet nie ma komu! Właśnie tak najprościej jest zrobić. Bo i po co mamy sami rozwiązywać nasze problemy, skoro ktoś inny może nam w tym pomoc?! Ja nauczyłam się sama. Wszystko sama. Sama płakać, sama ze sobą rozmawiać, sama wychodzić na miasto, sama chodzić po ciemnych ulicach, sama chodzić do kościoła, sama siedzieć na korytarzu, sama.. Milczenie jest czasami największym krzykiem o pomoc. I boje się przyszłości. Bo, gdy będe potrzebowała na prawde pomocy to nikt nie przyjdzie.
Dlaczego teraz o tym wszystkim pisze? Bo to chyba najbardziej odpowiedni moment. Za parenaście godzin będziemy mieć Nowy Rok. Niektórzy właśnie w Nowym Roku pokladają całą swoją nadzieje na spełnienie marzeń.
"Uświadomiła sobie, że istnieją dwa powody, które nie pozwalają ludziom spełnić swoich marzeń. Najczęściej po prostu uważają je za nierealne. A czasem na skutek nagłej zmiany losu pojmują, że spełnienie marzeń staje się możliwe w chwili, gdy się tego najmniej spodziewają. Wtedy jednak budzi się w nich strach przed wejściem na ścieżkę, która prowadzi w nieznane, strach przed życiem rzucającym nowe wyzwania, strach przed utratą na zawsze tego, do czego przywykli."
Życze Wam, abyście nie bali się realizować swoich marzeń. Sobie również tego życze.
Szczęśliwego Nowego Roku.
Pozdrawiam.
Gdy tak ciemno i cicho lubie rozpamiętywać, co działo się w przeszłości..albo próbować odgadywać przyszłośc. Nie mam pojęcia od czego to zależy, ale za każdym razem rozpamiętuje i wyobrażam sobie inne rzeczy. Być może ma to jakiś związek z moim nastrojem. Nie wiem..nie ważne. W życiu są rzeczy, których nie trzeba wyjaśniać do samego końca. W sumie dowiedziałam, się tego niedawno, lecz najwidoczniej tak właśnie miało być, I gdy tak rozmapiętuje przeszłość jestem spokojniejsza, że niektóre rzeczy się do końca nie wyjaśniły.. I nie rozumiem niektórych wydarzeń - "dlaczego tak, a nie inaczej?". Jednak lubie je wspominać. Najprawdopodobniej jest mi to potrzebne. Jeszcze niedawno myślałam, że rozpamiętuje, dlatego, aby coś wyjaśnić, dac temu kres i nie wracać do tego nigdy więcej. Lecz w tych chwilach oddalania się od rzeczywistości pojawia się też myśl, a raczej jakiś sprzeciw, albo pretensje do samej siebie, dlaczego nie umiem żyć ot, tak sobie.. Odizolowując się od przeszłości, wciąż zaczynając coś na nowo. Może to nie jest proste, bo nasze życie po prostu nie zawsze nam na to pozwala, ale wielu ludziom się udało, więc czemu ja nie mogłabym spróbować? Czemu nie moge choć raz zaryzykować w swoim życiu, zapomnieć o dawnych błędach i żyć..po prostu żyć..? Czyżbym znów się bała?
"Inny jest tym, którym nauczono mnie być, ale to wcale nie ja. Inny wierzy, że powinnością każdego człowieka jest przez całe życie głowić się jak zgromadzić pieniądze, by na starość nie umrzeć z głodu. I człowieka tak bardzo pochłaniają myśli i plany na przyszłość, że przypomina sobie o życiu dopiero wtedy, gdy jego dni na ziemi są policzone. Ale wówczas na wszystko jest już za późno."
Paulo Coelho- Na brzegu rzeki Piedry usiadłam i płakałam.
sobota, 28 stycznia 2012
Mój blog odwiedziło: 35 615
| « styczeń » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | ||||||
| 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | 07 | 08 |
| 09 | 10 | 11 | 12 | 13 | 14 | 15 |
| 16 | 17 | 18 | 19 | 20 | 21 | 22 |
| 23 | 24 | 25 | 26 | 27 | 28 | 29 |
| 30 | 31 | |||||
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj:
Wpisz swój adres e-mail aby otrzymywać info o nowym wpisie:
Może to jest oderwanie się od świata. Może jakaś spowiedz, dająca mi ulge. Albo po prostu rozmowa. Tak już jest, że chce wszystko zapamiętać. Nie mam zamiaru przegapić tych chwil mojego życia-ciężk...
więcej...Może to jest oderwanie się od świata. Może jakaś spowiedz, dająca mi ulge. Albo po prostu rozmowa. Tak już jest, że chce wszystko zapamiętać. Nie mam zamiaru przegapić tych chwil mojego życia-ciężkich chwil. Nie chce zapomnieć o radosnych momentach, których może nie ma wiele, ale napewno mają dla mnie znaczenie. Tak właśnie chyba sobie pomagam. Wiem, że nikomu nie moge powiedzieć wszystkiego, co zapisane jest tutaj. Moge jedynie mieć nadzieje, że choć kilka istot zdoła zrozumieć moje niepoukładane myśli i nieco pochopne i głupie zagrywki. A może nikt nie zrozumie? Ważne, że znajduje ukojenie i troche spokoju. Troche tej inności, która tak bardzo nie pasuje do reszty świata. Właśnie dlatego zatrzymuje czas na tym blogu. I pisze..
schowaj...
Mam za sobą 17 wiosen. Każdego 1 maja budze się i mówie "dziś mija kolejny rok mojego życia". I każdego 1 maja zaczynam od nowa.
Jestem otwarta na nowe znajomości. Naiwna, wciąż bojąca się samotności i odrzucenia . Romantyczka, cały czas, nieustannie czekająca na lepszy dzień.
Wierze w Boga, ale Bogu- już nie.
Z pozoru posiadam prosty, udany życiorys, lecz w głębi jest on zawiły i pełny końców świata.
Wierze w przeznaczenie, w 2. połówke, własną legendę i życie po śmierci. Nienawidze kłamstwa, zdrady i zazdrości.
Kocham zachody słońca, gwiazdy i księżyc. Lubie wiosne. Jestem uzależniona od muzyki. Czasem rozmawiam z ciszą, a czasem razem z nią milcze.
Lubie czytać ksiązki i tańczyć. Posiadam wciąż niespełnione marzenia i wiare w ich spełnienie.
Ubierająca się na czarno, mała, drobniutka ja, nawet często uśmiechająca się, walczę z tym wielkim i pełnym pułapek światem, który wciąż łapie mnie w swe sidła i zmusza, bym znów walczyła i dała się wyzwolić.
Tajemnica tkwi w tym, że jestem po prostu sobą.
Dzisiejsza sobota niesie dobre dla Ciebie wibracje. Jednak najprzyjemniej będzie na kanwie miłosnej, w uczuciach i w związku. Gonitwa ostatnich dni mogła nadwerężyć wzajemne relacje i układy. Zatem to doskonała okazja, aby wszystko wróciło do normy